Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

sobota, 29 czerwca 2013

Zwierzyniec

Z nosem w papierach wchodzę do kwatery głównej a raczej gównej Orłela. Kawałek plastiku przytknięty do drzwi udostępnia  mi ten sezam. Amerykańska mechanizacja.  Drzwi się otwierają.
Podnoszę wzrok znad dokumentów i widzę... świnię. Stoi sobie przy schodach i wpatruje się we mnie małymi, świńskimi oczkami. Charakterystyczny trzask za moimi plecami obwieszcza, że drzwi właśnie się samoczynnie zamknęły . Welcome in our castle. Stoję. Świna też. Nie ruszam się. Ona też.  Przez mózg przelatuje mi z prędkością światła natłok myśli. Co ona tu robi? Ta świnia. Ok. Orłel. Folwark. Wszystkie świnie równe, ale żeby aż tak. Żeby świnię do biura? A może to jakaś metamorfoza. Nie czytaj więcej Kafki, strofuje się w myślach. A może mi się  przywidziało? Zamykam oczy. Otwieram. Bydle.. znaczy się świnia ciągle tam jest. Szara, brudna i jakaś taka... niemrawa. Uciekać? Jak? Drzwi się zamknęły... Na górę... po schodach.... Nie dobiegnę na obcasach...  Zwoje mózgowe zaraz mi się przepalą.
Może by tak do niej zagadać? Zagaić po przyjacielsku? Takie świńskie.... how are you? Ale do kaczki - taś taś, do kurczaka cip, cip, do kota kici, kici, ale do świni?  O żesz... ale co do świni??? Chrum chrum prosiaczku?  I w jakim języku???  I tak sobie stoimy. Biorąc się na przeczekanie.
A w ogóle, to brudna ta świnia. Cała ochlapana. Brudna jak świnia. Łącznie z butami. Zaraz... Chwila... Buty? Świnia? Od butów to był  kot,  a nie wieprzowina. Teraz przyglądam się jej spokojniej. W końcu to ucywilizowana świnia...Odziana... Na razie tylko od stóp, ale dobre i to.
I wtedy do mnie dociera. Ta świńska świnia to atrapa.  Rzeźba przygotowana dla jednego z klientów. Były pingwiny, koty, pedalskie psy  i królewna Śnieżka bez głowy, to czemu nie świnia.  Jak już zmysły wracają mi do równowagi, to myślę, że w sumie mogliby tego prosiaka zostawić. Jako wizytówkę firmy - witajcie u Orłela...  nie będzie równo, nie będzie sprawiedliwie, ale jak kurwa będzie wesoło!!!

Swoją drogą Orłelowisko jest przyjazne zwierzętom. Także żywym. Pani managjer np. przyprowadza do biura 2 psy. Ostatnio nawet 3. Żywe. Srające na stołówce i innych korytarzach. Lubię zwierzęta. Nawet te  srające psy lubię. Nie lubię pani managjer. Bo psy powinny być w domu, a nie w biurze.  Mam wrażenie, że do pracy wleczone są dla designu nie z rzeczywistej potrzeby.
Bo do tipsów pasują. Pani managjer nie siedzi w pracy 8 godzin, a w domu ma dwa bękarty prawie pełnoletnie. W sumie to szkoda mi tych psiaków. Głupie, bo głupie, ale jaki pan taki kram. Nie ich wina.  Też bym zidiociała gdybym z tą babą musiała przebywać cały czas.
Ostatnio obserwowałam jak chwyciła  jednego z tych psów i siłą wcisnęła mu pysk  w podłogę, gdzie wcześniej biedak nasikał. Głupia sucz. I nie mówię tu o psinie bynajmniej.  Było psa wyprowadzić dziwko wtedy kiedy potrzebował, a nie wtedy gdy masz ochotę zapalić.  Dramat. Tak się  kończy jak ze spawacza  robi się  finansistę. Woda sodowa przywala do głowy.  Na szczęście to ostatni szczebel kariery, bo wraz z wycięta macicą usunęli jej centralny ośrodek kariery. Che peccato!

Z innych zwierząt na folwarku mamy jeszcze sprzątaczkę - świętą krowę.  Gwiazda mopa. Pracuje 2 godziny dziennie, a pensje dostaje jak za cały etat.  Jak pracuje więcej niż dwie to płacą jej... nadgodziny. Bez żadnej wiedzy, doświadczenia i odpowiedzialności!  Gdyby pracowała 8 godzin miałaby pensje jak pilot British Airlines!!!! Niewiarygodne? Fakt. Chyba tylko w archiwum X widziałam większe kurioza! Mówicie, że może ma jakieś dodatkowe atuty? Może... Nie wiem... Nie jestem w stanie się z nią porozumieć, bo mówi tylko tym swoim paprykowym językiem. Zero holenderskiego, a po angielsku tylko: yes, yes, yes... senkju... Do wylizywania pewnie wystarczy.... Tylko nie wiem czego, bo podłogi są brudne.
Jak przejechałam palcem po parapecie zdejmując pół centymetra kurzu i pokazując to jednemu z szefów, to mi powiedział - to sobie posprzątaj. Następnym razem pokażę mu odpowiedniejszy palec.

Czy kogoś jeszcze dziwi, że wolę zwierzęta niż ludzi, a moja niechęć do pracy jest odwrotnie proporcjonalna do wynagrodzenia (notabene permanentnie spóźnionego)?



18 komentarzy:

  1. Ale Ty na pewno jesteś w Holandii? Bo jakoś znajomo brzmi.
    żona mojego hm szefa przynosiła pod pachą szpica. A jak się odezwała to wyłaziła z niej kompletna prostaczka. Ale za to z pieskiem a la Paris Hilton A jak szef się odezwał, to człowiek zamierzał wyć... Tak to jest zrobić z idioty "pierwszego po bogu" znaczy po prezesie...









    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma :)

      Usuń
  2. Och kochana jak mi tego brakowalo...ja bym tez tak chciala miec tak cudownie zaostrzony jezyczek.wiesz ak czytam Twoje , jak je nazwac, felietony, tak, to przypomina mi sie pani Joanna Chmielewska, uwielbialam jej ksiazki, a Lesia do konca moich dni nie zapomne, chociaz musialam ze smutkiem stwiedzic, ze z wiekiem je sie jezyk stepil.buiaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Szkoda, że taki zaostrzony język nie bardzo się przydaje. Wręcz przeciwnie, raczej trzeba go temperować;)
      Też zaczytywałam się Chmielewską.

      Usuń
  3. Niestety język zaostrzony faktycznie wywołuje oburzenie. Jednak czasem trzeba . Ostatnio miałam do wyboru albo patrzeć na kretynów dwóch i ich cyniczny dialog ukierunkowany w moją stronę albo pocinąć tak konkretnie , wybrałam drugie. Byłam usatysfakcjonowana :-)Jeśli chodzi o Twoją pracę to istny Folwark Zwierzęcy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem taka riposta daje tylko satysfakcję, bo np. kretyn jej nie zrozumie :)

      Usuń
    2. To w takim razie to był inny kretyn tzn inni kretyni, bo zrozumieli:-)Ich miny bezcenne.

      Usuń
  4. Widzę, że świat jest dla takich jak Ty, ciętych i odważnych. Za to podoba mi się Twój styl pisania. Ja niestety nie potrafię tak trafnie dobierać słów i tak składnie pisać, niestety. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zauważyłam, żeby świat jakoś specjalnie mnie hołubił :)
      A ja nie potrafię robić takich fajnych zdjęć jak Twoje :)

      Usuń
  5. No miło się czyta o tym strasznym obrazie zwierzęcym. Fajnie piszesz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) TO jedyny plus takich miejsc, że można je opisać ;)

      Usuń
  6. Jak coś takiego czytam to jestem bardzo szczęśliwa, że nie muszę pracować w jakiejś firmie... Moje wcześniejsze wspomnienia są też nieciekawe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chętnie nie pracowałabym w żadnej firmie, ale niestety rachunki same się nie chcą zapłacić, a ja w przeciwieństwie do Franka królików i ptactwa nie chcę polować ;)

      Usuń
  7. Z tego co zauważyłam u znajomych, i u siebie również, życie daje nam trzy opcje. Albo masz język brązowy od lizania komuś dupy, albo pokazując swoją asertywność i nie dając po sobie jechać dostajesz po mordzie, albo trafiasz na normalnych ludzi i jesteś szczęśliwą babą. U mnie póki co tylko druga opcja wchodzi w grę:) No ale trafiam na debili, zboków albo osoby, które stojąc wyżej w hierarchii uważają, że do moich zadań należy głównie obsługa ekspresu do kawy i głupiutki uśmiech. Szanuję ludzi i chciałabym tak samo być traktowana, no ale zbyt często mierzę innych swoją miarą. Świat nie jest taki jakbym sobie tego życzyła, jest jaki jest a ja muszę się w nim odnaleźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz tylko zdarzyło mi się pracować w normalnym miejscu, z normalnymi ludźmi, na normalnych warunkach. Tym bardziej jest to dotkliwe, bo wiem, że może być normalnie. Masz rację, trzeba zacisnąć zęby i jakoś się w tym świecie odnaleźć.

      Usuń
  8. Mnie to wcale nie dziwi, bo ja wielokrotnie wolę towarzystwo moich kotków, niż większości ludzi. Co ciekawe, mam wrażenie, ze z nimi się rozumiem lepiej, niż z większością ludzi. Taka widać ze mnie kobieta- kot. Mam wielokrotnie ochotę zabrać je ze sobą np. do szkoły, ale nigdy tego nie robię. Nie chcę ich męczyć podróżą, innymi. Zwierzę to nie dodatek, torebka ani breloczek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwierzak to obowiązek i odpowiedzialność. Ale to także najlepszy i najwierniejszy przyjaciel.

      Usuń