Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

niedziela, 28 maja 2017

Urodzinowe refleksje



"Urodzin się nie wybiera, ale można wybrać, jak się umrze".
 Haruki Murakami


"Ale zresztą... czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma".
 Alan Alexander Milne


"Jeśli potrafisz iść przez życie bez zaznawania bólu,
to prawdopodobnie jeszcze się nie urodziłeś".
 Neil Simon


A żeby nie było tak smętnie - motto miesiąca.




wtorek, 2 maja 2017

Takie tam... drobiazgi.

Ostatnio niewiele szyję. Hurtowo produkowałam woreczki na talie tarota. Większość rozeszła się wśród przyjaciółek bez uwiecznienia na zdjęciach.



Te poniżej też już znalazły nową właścicielkę. Mia, cieszę, że się spodobały i wkomponowały się kolorystycznie w stylistykę pokoju :)



Pentagram na jednym z nich to haft maszynowy. Oczyma duszy widzę jakie cuda można by tworzyć mając hafciarkę... No, ale z braku hafciarki haftuję takie proste wzorki.


niedziela, 9 kwietnia 2017

Piosenka na dziś - I lost on you.

When you get older, plainer, saner
When you remember all the danger we came from
Burning like embers, falling, tender
Long before the days of no surrender
Years ago and well you know

Smoke 'em if you got 'em
'Cause it's going down
All I ever wanted was you
I'll never get to heaven
'Cause I don't know how

Let's raise a glass or two
To all the things I lost on you
Tell me are they lost on you?
Just that you could cut me loose
After everything I've lost on you
Is that lost on you?
Is that lost on you?
Baby is that lost on you?
Is that lost on you?

Wishing I could see them back in nations
Understand the toil of expectations in your mind
Hold me like you never lost your patience
Tell me that you love me more than hate me all the time
And you're still mine

So smoke 'em if you've got 'em
'Cause it's going down
All I ever wanted was you
Let's take a drink of heaven
This can turn around

Let's raise a glass or two
To all the things I've lost on you
Tell me are they lost on you?
Just that you could cut me loose
After everything I've lost on you
Is that lost on you?
Is that lost on you?
Baby is that lost on you?
Is that lost on you?

Let's raise a glass or two
To all the things I've lost on you
Tell me are they lost on you?
Just that you cold cut me loose
After everything I've lost on you
Is that lost on you?
Is that lost on you?



środa, 8 marca 2017

Czytam i dziergam

Oficjalnie nie przyłączyłam się do akcji Maknety "dzierganie i czytanie", bo i jedno i drugie odbywa się u mnie zrywami.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni przeczytałam dwie książki Katarzyny Miszczuk: "Szeptucha" oraz "Noc Kupały". Pierwszą ściągnęłam zaciekawiona tytułem, licząc na jakieś przepisy, rytuały czy informacje o ziołach. Tu, troszkę się rozczarowałam. Ale cóż, raczej nie powinnam była spodziewać się pełnych recept i gotowych zaklęć w książce.
Szeptucha, nazywana także babką albo wiedźmą to ludowa uzdrowicielka. Często jej wiedza przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Nazwa pochodzi od szeptanych przy rytuale słów.
Książka osadzona jest we współczesnej, ale bardzo słowiańskiej Polsce. To wizja Polski, która nie przyjęła chrztu i dzięki działaniom księcia Mieszka zamieniła Polskę w europejskie mocarstwo. Są słowiańscy bogowie, zwyczaje, święta. Jest koloryt polskiej wsi. Bohaterką jest nomen omen Gosia (skrót pochodzi wbrew pozorom nie od Małgorzaty, ale od Gosławy), która u szeptuchy odpywa praktykę przechodząc przygody i odkrywając swoje życiowe powołanie.
Książkę czyta się lekko i przyjemnie, choć oczywiście nie jest to wysublimowana literatura. Wciągnęła mnie jednak na tyle, że sięgnęłam po kontynuację tej książki - "Noc Kupały".
Wielbicielkom polskiego folkloru, wiedzy o ziołach oraz lekkich historii obie książki polecam.

Przeczytałam też "Sokoła" Dominika W. Rettingera. Na książkę natknęłam się jadąc do Polski i słuchając jej w radio dosyć dawno temu. Potem szukałam jej trochę po omacku, bo nie znałam autora a i tytuł wyleciał mi z głowy.
Rzecz również dzieje się w Polsce. Tyle, że jest to typowa książka akcji. Mamy tu działania służb specjalnych, wywiadu i planowany w Polsce zamach terrorystyczny. Zupełnie inny klimat. Książka wciągająca, zwłaszcza dla kogoś, kto tak jak ja ma słabość do jednostek specjalnych i marzył o pracy w Mossadzie ;)

Na drutach - sweterek dla mojego bratanka. Dzierganie dla maluchów to dla mnie nowość, ale mam nadzieję, że dam radę i młody oraz jego mama będą zadowoleni z efektu.



Czytam również "symultanicznie" książki o tarocie. Widoczną na zdjęciu "Witches Tarot" Ellen Dugan oraz "Podręcznik Tarota Małe Arkana" Heleny Żuk. Pierwsza jest książką do mojej talii tarota, druga stanowi uzupełnienie informacji i znaczeń, których w angielskiej wersji nie ma.

W przerwach czytam "Tarot terapia słowem" Manueli Klary Olszewskiej oraz "Reputację" Andrzeja Pilipiuka. W kolejce czeka kilkanaście innych książek o tarocie oraz kolejne części "Sagi księżycowej" Marissy Mayer.



sobota, 4 marca 2017

Piosenka na dziś... Sorry


"Sorry for the road that I won’t take
For the words that I won’t say
For the love that I won’t give

Sorry for the heart that I won’t show
For the lengths that I won’t go
For the life that you won’t live

Sorry that I opened up my arms
You would never reach in time 
Before they closed again

You will forget
And I won’t remember it
When all I ever did was race in circles
You will forget 
And all there’s left will be
A faded memory
A dream you woke up from

Sorry for the oath that I won’t take
For the vows that I will break
For the role that I won’t play

Sorry that I’m raising up my walls
And whenever you reached over
You are thrown back to the start

You will forget
And I won’t remember it
When all I ever did was race in circles
You will forget 
And all there’s left will be
A faded memory
A dream you woke up from

From the colour I would bring
To ending up again
Opening darkness 
I wanted to hold you back from"


wtorek, 14 lutego 2017

Piosenka na dziś - We Can Hurt Together

Nie przepadam za Walentynkowym świętem zatem i walentynkowa piosenka nietypowa.
Ze specjalną dedykacją dla specjalnej osoby. 


"You say you are fine
But I see pain
Behind those eyes
You play the game by the rigid rules
But you cheat yourself

There ain't nothing you can say
To scare me away
I got history too
And it's never too late
Share a secret today
I'll reciprocate
Baby, I got you

So hurt with me, I'll hurt with you
Baby, you know we can hurt together
I've been where you've been
I've seen what you've seen
So hurt with me, we can hurt together
Come hurt with me, come hurt with me
Come hurt with me, come hurt with me

Someday you'll taste 
The freedom and relief
Of the trouble shared
Oh oh, today I'm here loving,
You can confide in me

There ain't nothing you can say
To scare me away
I got history too
And it's never too late
Share a secret today
I'll reciprocate
Baby, I got you

So hurt with me, I'll hurt with you
Baby you know we can hurt together
I've been where you've been
I've seen what you've seen
So hurt with me, we can hurt together
Come hurt with me, come hurt with me
Come hurt with me, come hurt with me"



niedziela, 12 lutego 2017

Boerenkool raz...

Razu pewnego zostałam zaproszona do holenderskiej rodziny na typowe holenderskie danie czyli boerenkool. Jest to rodzaj stampotu czyli tłuczonych ziemniaków z czymś. W tym przypadku z jarmużem. W innych przypadkach jest to kiszona kapusta, marchewka z cebulą, szpinakiem czy innymi warzywami.

Nie spodziewałam się rewelacyjnej prezentacji tego dania, bo papka nigdy nie przedstawia się elegancko. Jednak przygotowanie i podanie kolacji ścięło mnie z nóg.
Stół został nakryty elegancko... folią. Chryste Panie, już nawet cerata prezentowałaby się lepiej. Ok, rozumiem, że stół z drogiego drewna i trzeba go chronić, ale do tego świat wymyślił tekstylne obrusy.
"Elegancji" dodawały również ustawione na stole... garnki z boerenkoolem, kiełbasą, sosem i patelnia ze spalonym boczkiem. Nie wiem czy to standard w holenderskich domach czy lenistwo i niechlujstwo pani domu. Podejrzewam, że posiada wystarczającą ilość talerzy, misek i salaterek by przełożyć do nich serwowane dania. A może potraktowała mnie jak członka rodziny i doszła do wniosku, że nie warto się wysilać. A może wprost przeciwnie  uznała, że w Polsce jemy rękami ze wspólnej miski i taki wykwintny obrus będzie dla mnie zaszczytem, bo i tak pewnie nachlapię przy jedzeniu jak świnia. Raczej stawiam na jej niechlujstwo, lenistwo i brak smaku.
Dobrze, że nie trzeba było jeść z rozłożonych na podłodze gazet i miski dla psa.

Sama pani domu za to prezentowała się nad wyraz wystawnie. Wystroiła się w błękitny sweterek w stylu gąsienica czyli jakiś twór z włoskami oraz fioletową spódnicę ni cholery nie pasującą kolorystycznie. Rozporek na nodze spódnicy był tak głęboki, że aż było widać majtki od rajstop. Smaku dodawały także owe rajstopy ze szwem i motywem kwiatów na udzie widocznym w tym rozcięciu spódnicy.
Do tego kozaki na obcasach. Może to jej jedyne buty na obcasie, które ma, a chciała się pokazać i wyglądać kobieco. No, ni cholery jej się to nie udało, bo na tym obcasach chodziła jak oficer pruski.
Totalne przerysowanie, brak smaku i wyczucia. Jaka pani domu, taka prezentacja stołu jak widać.

Sam boerenkool tak jak się spodziewałam był breją bez smaku przypominającą żarcie dla świń. Co prawda świńskiego jadła nie próbowałam, ale wygląd zaprawdę powiadam Wam był podobny.  Ot, wsiowe jedzenie podane przez fleję. Kolację ratowała polska kiełbasa z musztardą :)


Podsumowując... bardzo ciekawe doświadczenie kulinarno-socjologiczno-towarzyskie :)