Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

niedziela, 6 maja 2018

To nie to o czym myślisz...


Buciki dla malucha... Nie, to nie to co myślisz...
Ot, jakiś czas temu wmanewrowana zostałam w tzw. "baby shower". Impreza dla przyszłej mamy, z obfitością różowych giftów, bo potomek ma być płci żeńskiej. O samej imprezie nie ma co pisać, bo była nudna niczym brazylijski serial.
Z pustymi rekami iść nie wypadało, na bieganie po sklepach nie miałam ochoty, na zamawianie przez internet nie było już czasu. I tak oto po raz kolejny otworzenie mag-icznej szafy okazało się pomocne. Szafa ukazała różowo-fuksjową bawełnę, która przerobiona została moimi własnymi rękoma na takie oto buciki.




Zdjęcia uchowały się dwa. W sumie to nawet nie bardzo wiem czy się obdarowanej te różowe cichobiegi podobały, bo bohaterka wieczoru najbardziej zainteresowana była jedzeniem. Ze szczególnym uwzględnieniem różowego tortu. Cóż... kobiety w ciąży ponoć tak mają. Jedyną reakcją był okrzyk pewnej młodej damy: "wooow... so cute". Uznam to za wyraz aprobaty.

Doświadczenia w dzierganiu dla dzieci nie mam, więc obstawiam, że buciki raczej nie będą na noworodka i ewentualne śmiganie w nich będzie musiało poczekać aż dziecię rozwinie stosowną wielkość stópki. Co w przypadku dzieci następuje podobno zaskakująco szybko :)


niedziela, 29 kwietnia 2018

Rozstania i powroty

Kobieta zmienną jest. Mój ostatni post zapowiadał koniec. Cokolwiek o tym końcu myśleliście - mieliście rację. Czasem jednak życie przynosi niespodzianki. Upadki i wzloty. Rozstania i powroty. Koniec, staje się początkiem.

Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że w życiowych zawirowaniach jedyną osobą, która może mi pomóc jestem ja sama. Żaden lekarz, nowoczesna terapia, przyjaciele czy hipnoza. Zamiast pisania listów do osób, które wyrządziły krzywdy więcej pożytku przyniesie mi pisanie, które sprawia radość. I oto jestem. 

Ostatnio dyskutowałam na temat tego, że chcąc zmienić coś w życiu, trzeba zacząć działać inaczej.
I skupiać się na tym, co sprawia radość. Blogowanie nie jest co prawda niczym nowym, ale jest jedną z tych rzeczy, które sprawiają frajdę.

Radość zawsze sprawiają mi także spacery po lesie. Pogoda wreszcie zaczęła sprzyjać wyjściom z domu. Wiosna buchnęła zielenią. Choć to jeszcze nie maj, ale już kwitną kasztany, bzy i moje ukochane konwalie. Z piątkowej wyprawy do lasu przywlokłam do domu bukiet konwalii. Już zaczynają delikatnie rozsiewać swój słodki aromat. Mam nadzieję, że staną się moim małym, prywatnym symbolem zmiany i odrodzenia.




 Następne posty będą już bardziej robótkowe, obiecuję.


poniedziałek, 16 października 2017

środa, 27 września 2017

Taka prawda

Chwalę się wydzierganymi rzeczami. Prawda jest jednak taka, że mam pomocnika. Pomocnik zazwyczaj układa się na robótce, co ma znaczyć "daj ać ja podziergam, a ty poczywaj".



Wyczekuje na powrót z zakupionymi włóczkami.

A potem dokonuje sprawdzenia czy wszystkie produkty zostały zakupione....

Rozprowadza także kłębki po całym mieszkaniu w ramach dodawania mi gimnastyki - skłony i klęczenie przy jej rozplątywaniu. Zajmuje się również organoleptycznym testowaniem jakości włóczki.


Zmęczony ciężką pracą pomocnik w końcu zapada w sen przyjmując różne pozycje.



niedziela, 24 września 2017

O sztuce latania i sowie z chorobą Basedowa

Jako Bliźniak jestem powietrznym znakiem zodiaku. Nic więc dziwnego, że zawsze ciągnęło mnie w przestworza. Hen dawno temu, gdy byłam piękna i młoda chodziłam nawet na kurs balonowy. Do czasu kiedy nadworny idiota aeroklubu spalił jedyny balon wdzięcznie zawieszając się na linii wysokiego napięcia. Taaaak... głupota jak widać umie latać. Tylko jej elektryka przeszkadza. 

W życiu były takie momenty, że powietrze głęboko wciągnięte, pierś do przodu, skrzydła rosną... A potem... chlast, prast, przycięte skrzydełka. 

Leżąc plackiem przez weekend ("Młodości, dodaj mi skrzydła"), z tęsknoty za lataniem, za wolnością, za bytem, kiedy bólu nie było stworzyłam sobie nowego przyjaciela.  Co prawda troszku mu choroba Basedowa z gał wyziera i oblicze ma z lekka tępawe, ale nic to. 

Miał być breloczek do kluczy, wyszła szydełkowa durnostojka. Traktuję ją jako wprawkę w szydełkowaniu, którego ciągle się uczę.

Zdjęcia byle jakie. Sowa ptak nocny - trudno więc w dobrym świetle ją uchwycić ;) 





Piosenka w temacie - "Sztuka latania" - Lady Pank.
Muzyka - Jan Borysewicz, tekst - Andrzej Mogielnicki.




To ja Was zostawiam i wracam do łóżka. Tylko mi nie odlatujcie za daleko! 

sobota, 16 września 2017

The opposites attract - piosenka na dziś - Nothing else matter

Shakira i Mettalica? Tak, zaskakujące. Dawno temu, jeszcze w Polsce w pewnym klubie DJ, któremu wiecznie trułam: puść Shakirę, nieustannie powtarzał - nie, bo to komercja. Myślę, że to nagranie zmieniłoby jego zdanie. Finalnie, przed wyjazdem do NL zgodził się puścić mi jeden kawałek Shakiry używając lekkiego szantażu, że z nim zatańczę. Zatańczyliśmy to Princa "Purple rain", ale to już inna bajka.
Rok później w tym samym klubie usłyszałam "Majteczki w kropeczki". Piwo wysunęło mi się z rąk. Właściciel się zmienił, DJ się zmienił, grupa docelowa się zmieniła, świat się zmienił... 



"So close no matter how far
Couldn't be much more from the heart
Forever trusting who we are
And nothing else matters


Never opened myself this way
Life is ours, we live it our way
All these words I don't just say
And nothing else matters


Trust I seek and I find in you
Every day for us something new
Open mind for a different view
And nothing else matters


Never cared for what they do
Never cared for what they know
But I know


So close no matter how far
It couldn't be much more from the heart
Forever trusting who we are
And nothing else matters


Never cared for what they do
Never cared for what they know
But I know


I never opened myself this way
Life is ours, we live it our way
All these words I don't just say
And nothing else matters


Trust I seek and I find in you
Every day for us something new
Open mind for a different view
And nothing else matters


Never cared for what they say
Never cared for games they play
Never cared for what they do
Never cared for what they know
And I know, yeah


So close no matter how far
Couldn't be much more from the heart
Forever trusting who we are
No, nothing else matters."


piątek, 1 września 2017

Tangos Mil Pasos

Kolejna chusta Mil Pasos zrobiona dla koleżanki. Również, wbrew wcześniejszym planom robiona z akrylu. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na blokowanie po praniu  i wspólnie uznałyśmy, że akryl, który można prać w pralce i nie bawić się z blokowaniem będzie dla niej ok.


Chusta wyszła tak duża, że nie mieści się w kadrze. Zdjęcie panoramiczne daje radę. 


Do chusty, z resztek włóczki dorobiłam czapkę. Bardziej widziała mi się taka luźna, beretowa, ale koleżanka woli przylegające do czerepu. No to jest przylegająca. Wzór jak w chuście tylko z uwagi na elastyczność robiony w poprzek. W ażurowe dziurki na czubku czapki wciągnięty szydełkowy sznurek.  Koncepcja własna.
Jako model wystąpił Kato starszy oraz jego obecna towarzyszka - lampa solarna.

Tym razem przy robieniu chusty towarzyszyła mi zróżnicowana muzyka.... flamenco, które tak bardzo do niej pasuje oraz  tanga.
Dawno temu, jeszcze w Polsce chodziłam na kurs flamenco. Był to jedyny profesjonalny kurs tańca, na który uczęszczałam. Przez miesiąc ćwiczyłyśmy np.... ruch nadgarstka. Tak wiem, może wydawać się nudne, ale po miesiącu takich ćwiczeń, ruchy stają się automatyczne. Niczym kroki ludzi chodzących do szkoły baletowej. I ta energia... Ćwiczyłyśmy w sali ze specjalnie wzmocnioną podłogą, a i tak kiedy stepowałyśmy mieszkańcy z bloku obok (jakieś 300 m dalej) czasem przychodzili ze skargami, że w domu wszystko im się trzęsie :)
Pamiętam moją instruktorkę - szara myszka, przejdziesz obok i nie zwrócisz uwagi. Ale gdy zakładała spódnicę z falbanami i zaczynała się poruszać nie można było od niej oderwać wzroku. Magia.

Tanga nigdy nie tańczyłam. Chciałabym opanować ten taniec i kiedyś... mieć z kim go zatańczyć... Takie moje tangos mil pasos.... No tak, lepiej wrócić do robótek.  Rem tene, berba sequentur (trzymaj się tematu, a słowa same się znajdą), jak powiedziałby wyżej wymieniony Kato. Ale zapewne zauważyliście, że ja jestem mocno dygresyjna panienka i trzymanie się tematu to u mnie kiepska sprawa.



A na koniec i deser pochwalę się porcją witamin z ogrodu. Wyjątkowo słodkie i smaczne ciemne winogrona. Szkoda, że tylko tyle się uchowało, bo resztę właścicielka domu ścięła i... wyrzuciła. Ot. holendry...