Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bluzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bluzka. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lipca 2018

Fu fu fuksja albo ażurowa trauma

Od dawna po głowie snuł mi się pomysł na bawełnianą bluzeczkę z perwersyjnie ażurowym tyłem i obrzydliwie nudnym frontem. Z bawełny wcześniej nic nie robiłam, a  do ażurów to ja mam długie zęby. Ale co tam, czasem człowiek musi, nawet jakby mu miała wyjść bluzka jakości 50 Shades of Grey.
No dobra, prawda jest taka, że jak znalazłam ten wzór, to nie ma zlituj, wiedziałam, że muszę coś z nim zrobić. Opaskę na czerep, torebkę, bluzkę, bransoletkę, buty... A NAJLEPIEJ TO WSZYSTKO Z TYM CHCĘ. Ok, z butami to chyba przegięłam... Chociaż...

I tak oto po długim myśleniu, gapieniu się na wzór, myśleniu, gapieniu się na wzór, myśleniu... w końcu zrobiłam próbkę ażurowego wzoru. I nagle... umocniłam się w przekonaniu, że z tym wzorem MUSZĘ coś zrobić. Opaskę na czerep, torebkę, bluzkę, bransoletkę, buty... A NAJLEPIEJ TO WSZYSTKO Z TYM CHCĘ. Ok, z butami to chyba przegięłam... Chociaż...

Obmierzyłam gabaryty, przeliczyłam, podzieliłam, rozpisałam wzór... Nabieram oczka... o żesz malinka... za krótka nitka - zaczynam od nowa, czynność powtórzyć, jak już udało mi się rozpocząć robótkę na okrągło to nagle okazało się, że robótka jest przekręcona. Pruję. Nitka za krótka - zaczynam od nowa. Zaczynam odczuwać lekkie migotanie przedsionków... Ale nic... MUSZĘ MIEĆ COŚ Z TYM WZOREM. Nabieram jeszcze raz... Super. Udało się.  Nie przekręcone. Liczę oczka. Ffffffffffffffffffffffffffffuuuuuuuuuuuuu... nabrałam za mało. Pruję. I nagle spływa na mnie oświecenie, że nabrałam wystarczająco oczek tylko coś przy rozliczaniu motywu ażuru mi się pokrólikowało. Ha, prułam niepotrzebnie - nabrałam tyle oczek co potrzeba. I tylko fakt, że MUSZĘ MIEĆ COŚ Z TYM WZOREM powstrzymuje mnie od wyrzucenia drutów, robótki, włóczki i komputera z wrednym piterestem za okno. Na upały, a niech mają za swoje. Chilloutuję się winem z Chille. Luz.. Przecież nic nie muszę... Jak to nie muszę???? A TEN WZÓR???!!!

No dobra, skoro to nabieranie "na okrągło" coś mi tu nie wychodzi to wróćmy do metody tradycyjnej - tył osobno, front osobno, rękawy osobno - zszywamy. Ffffffffffffffffuuuuuuuu... Jako pomyślałam tako i zrobiłam.

To teraz będą kolejne dygresje ffffuuuu. Drukarka wzięła się była i odmówiła współpracy. Coby dziergać ażurek musiałam siedzieć przy kompie na czterech literach i śledzić wzór online... że się tak wyrażę. Milej by było w ogródku, z kartką na kolanach, winem z Chille na stoliku, względnie machnąć ręką i zrobić coś prostszego? Ano juści... milej, ale czy ja wspominałam, że JA MUSZĘ MIEĆ COŚ Z TYM WZOREM?
Próbkę, zgodnie z zaleceniem producenta robiłam na drutach nr 3 KnitPro - drzewno drzewniane. Radosna cała po wielu próbach i decyzji, że śmigam bluzeczkę w kawałkach zaczynam robótkę. Nagle drewniany drut domaga się dokręcenia - haczy włóczkę i ma ewidentny luz na łączach. Chwytam odpowiednie narzędzie, dokręcam i... drewniany drut zostaje mi w jednej ręce, metalowa część w drugiej. O żesz... f....... albo ja mam tyle powera, albo drut był f....elerny. I co teraz? Skoro ja MUSZĘ  ten wzór zrobić... Migotanie przedsionków mi się powiększa... Wino z Chile kończy.. O żesz...


Finalnie fuuuuuuuuuuuuuuksjowa panienka zrobiła się na drutach 3,5 knitpro. Włóczka Drops Safran - kolor Dyelot - jeśli to Wam coś mówi.
Wbrew wszelkim złym początkom dziergało się później podejrzanie miło. Ok, "motylkowym" rękawom daleko do ideału i szczerze mówiąc to ja przy nich najbardziej odlatuję, ale... Rękawy świadomie i z premedytacją różniące się. Jeden z ażurem, drugi bez.





W KOŃCU MAM COŚ Z TYM WZOREM  i nie zawaham się tego nosić.




wtorek, 24 lutego 2015

Speed kimono

Bluzka uszyta już dawno temu, tylko jakoś post mi się zawieruszył. A możliwe, że czekałam na wenę do robienia "samojebek". A ta nawet jeśli się pojawia, to znika z prędkością Suzuki Hayabusa.

Przy tej bluzce poszłam trochę na łatwiznę. W wyścigu bowiem wystąpił przetestowany już u mnie model 128 z Burdy 12/2013. Sprawdzony, bez dużej ilości cięć niszczących wzór, szybki i wygodny w noszeniu.
Bluzka szyta ekspresowo, a może raczej speedwayowo.

Motto  projektu - głowami do góry ;)

Motory na Loli tu jeszcze w wersji sierocej z przydługimi rękawami.

Dzianina dzianinie nie równa, ta okazała się cieńsza i bardziej elastyczna przez co cała bluzka jest dużo luźniejsza. Nie obyło się zatem bez skracania rękawów.

Trochę się obawiam reakcji przy noszeniu tegoż przyodziewku. Co innego kobiety na traktory, a co innego motory na kobiety.
W każdym razie, mnie się podoba. "Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba".





sobota, 31 stycznia 2015

Blue mood



Jaki nastrój, taki uszytek.
Mocno naciągając interpretację mogłabym powiedzieć, że zainspirowała mnie kopertowa sukienka Lizy Minelli z postu LBD, albo kreacje Diane von Furstenberg, o których pisała niedawno Ania. Prawda jest jednak taka, że uwielbiam kopertowe swetry, bluzki i sukienki. Po prostu.

Sweter kopertowy to wykrój własny. Z duszą na ramieniu odrysowałam na papierze stary, ukochany i bardzo mocno już wysłużony kaszmirowy kopertowiec. Najbardziej obawiałam się o podkroje pach i rękawy. Trzęsącymi się łapami cięłam materiał w obawie, że zmarnuję moją chmurę błękitu.Chyba nie zmarnowałam. Może nie wyszło tak jak planowałam i sweter raczej jest bluzką niż ocieplaczem, pod który można jeszcze coś załadować, ale tak też jest dobrze. A plan zakładał jeszcze sukienkę z tego materiału do kompletu. Cóż... będzie komplet zdekompletowany, bo sukienki pod spód upchnąć się nie da. Może i dobrze. Co za niebiesko to niezdrowo.


Co do jakości zdjęć reklamacji nie uwzględnia się! Robienie sobie selfiaków to nie jest to co Małgorzaty lubią najbardziej!

Dziwne zdjęcie. Dłoń już prawie w innym wymiarze, a bary mam jak pływaczka z NDR.
W stylizacji wystapił sweter blue mood oraz spódnica pokazywana, kiedy zaczynałam przygodę z szyciem. Petticoat to rzecz nabyta na allegro. Martensy z haftem to gift od Pana R. (thanks xxx).

W momencie kiedy pochwaliłam moją silverkę, że tak cudnie i bezproblemowo szyje dzianinę, ta się zbiesiła. Rwała nitkę, złamała dwie igły i po przeszyciu kilku centymetrów paska ozdobnym ściegiem odmawiała współpracy. Silvercrest blue mood. Nie pomagało wyczyszczenie, naoliwienie i próby pertraktacji. Na samym finiszu nagle zmieniła zdanie i znowu szyła jak marzenie. Za kobietą nie nadążysz. Blue mood.
Szycie panem Loczkiem byłoby łatwiejsze, ale ten padł jako ten Janek Wiśniewski. Blue mood. 


Do kompletu w niebieskościach dorobiłam sobie też biżuterię.



W sumie nie wiem po co robię bransoletki skoro i tak ich nie noszę. 


Po noszeniu testowym bluzki  muszę powiedzieć, że ją uwielbiam.
Jeśli znajdę odpowiednią dzianinę swetrową, to na pewno uszyję sobie kolejną.

W następnym odcinku - wrażenia po wizycie w teatrze. 








sobota, 22 listopada 2014

Słowa kluczowe 2014_6

Cienizna. Ciągle nudniej. I ciągle mniej.


  • wykroje dla zwierząt w gazetach - że niby co? Sukienka dla Franka? 
  • magic-meska blog spot
  • kombinuj dziewczyno nim twe lata prz - no kombinuję, a lata i tak prz...
  • rysunek zurnalowy kapelusz
  • jak uszyc skorzany gorset - gorset skórzany?? Pisałam przecież, że nie lubię Greya! Tylko czekać, aż w następnych słowach kluczowych będzie tutorial na pejcz :D





wtorek, 9 września 2014

Franek kimono albo Salvador Dali w jesiennym ogrodzie.

Obiecałam sobie, że nie uszyję nic nowego dopóki nie uporam się ze stertą ciuchowych przeróbek (głównie do zmniejszenia) oraz robótek wszelakich rozpoczętych i czekających na święte nigdy. Prawie mi się to udało. Karton z rzeczami "must fix it" jest prawie pusty. W nagrodę za wytrwałość uszyłam sobie bluzkę. Dzianinę nabytą hen dawno temu u Pana Jarmarka nazwałam  Salvador Dali w jesiennym ogrodzie. Pewnie przez te rozdeptane kółka tak mi się z Trwałością Pamięci skojarzyła. Ale jak wiadomo skojarzenia rzecz wielce subiektywna, więc jak kto woli bluzeczkę może ochrzcić Franek Kimono.



128b_1213_b_largeZdjęcie ze strony Burda

Bluzka prosta i mało skomplikowana. Z braku wystarczającej ilości materiału tył łączony na plecach.
Overlock odmówił współpracy strzelając igłą z rozmachem, a do serwisu mi jakoś nie po drodze. Muszę jednak przyznać, że Silverka (kocham cię Lidl) z dzianinami radzi sobie bezproblemowo. Bluzeczkę potraktowałam ściegiem overlockowym. Zdecydowanie bardziej go lubię niż zygzaki. Wykorzystałam go także do wykończenia dekoltu, rękawów i dołu bluzki. Nie wiem czy to zgodnie ze sztuką i może ładniej by było szyć  podwójną igłą, ale ta również się rozpękła. Zresztą, tak mi się podoba.

Lola nie posiada rąk więc musicie uwierzyć na słowo, że kimonowe rękawy faktycznie tam są :)
Zbliżenie na materiał (wieczorową porą). W sumie żadne ze zdjęć nie oddaje prawdziwych kolorów. 






Franek kimono przy pracy.


Franek kimono uderza w kimono. To jej ostatnia miejscówka do spania. Najwyraźniej idzie w ślady prawdziwego Franka Kimono i pilnuje domu.


No właśnie... to kto pamięta ten przebój?

Swoją drogą to cusik dziwnego mi się dzieje na blogu. Właśnie w moich Gadulińskich na podglądzie dojrzałam zupełnie obce nazwiska. W większości tfu tfu tfu arabsko brzmiące. Skąd ta zaraza u mnie??? 

poniedziałek, 16 września 2013

Kombinuj dziewczyno nim lata przeminą...

Bluzeczka kombinowana z resztek materiałów pozostałych po Buttericku Lot B5708. Kwiecisty materiał uwielbiam do tego stopnia, że wyrzucenie najmniejszego nawet skrawka rozrywa mi trzewia.

Wykrój - Burda 8/2012 model 113.

Pierwsze "spięcie" . Zwiększyłam zaszewki bardziej dopasowując górę.

Tu gdyby ktoś wątpił w samodzielność wykonania :) z tyłu widoczne zaplecze sklepu czyli warsztat krawiecko-kosmetyczny ;)

Zamek na plecach to wymysł szatana. Ledwo zip-ię po takiej gimnastyce zapinania zipa. O notorycznym wkręcaniu sobie włosów w zamek w ogóle nie wspomnę.
Notabene zamek wymieniałam  dwa razy, a i tak nie mam pewności czy nie będę wstawiać innego. Ten też demonstruje wybitną niezależności. Raz działa. Raz nie. Cytrynna ostatnio też walczyła z zamkami. Zmasowany atak eklerów widać ;)

Antwerpia na Loli
Kołnierzyk, rękawki i dół wykończone haftem na maszynie. Bardzo lubię ten motyw i coś mi się zdaję, że jeszcze nie raz go gdzieś wcisnę.
Kołnierzyk z haftem.
Z resztek resztek udało się jeszcze wydziergać gorsecik - Burda 1/2012 model 123.  Czerwony pasek z haftem miał być pierwotnie odszyciem/podszyciem dołu, ale po przymiarce okazało się, że gorset kończy mi się zdrowo przed pępkiem i takie wdzianko to mogę sobie jedynie do tańca brzucha przyodziewać. A że nie mam czym trząść, tańca takowego  nie uskuteczniam. Z odszycia zrobiłam "przedłużkę".


Nie, to nie koniec moje drogie koleżanki tej kwiecistej gorączki. Idąc po przetartych szlakach, znaczy się  korzystając z tutorialu Liliany z zapomnianej pracowni uszyłam swojego pierwszego potworka-paczłorka. Obawiałam się, że będzie to bardziej upierdliwe, ale nie było tak źle. Wymaga jedynie ciut więcej cierpliwości i wzmożonej aktywności ruchowej czyli biegów od maszyny do żelazka.


Jako, że nie przepadam za  to sztuką dla sztuki, przynajmniej w moim wydaniu stworzone paczłorki, sztuk dwa postanowiłam spożytkować pożytecznie i jeden wkomponowałam w siatkę na zakupy (prototyp jeszcze nie skończony). Drugie serducho widoczne powyżej leży sobie i czeka na pomysł. Może dorobię mu więcej braci i przetworzę na kołderkę dziecięcą.

A na koniec, dla wielbicieli Franka:

To ja... zdobywca nieustraszony. Trochę szkoda, że nic nie spadło...





niedziela, 28 kwietnia 2013

Słodziaki czyli o wygranym candy

W tym roku chyba powinna zacząć grać w toto-lotka. Albo nauczyć się pokera. Na kasę. Czemu? Bo  rekordowa ilość wygranych mnie dotknęła. Najpierw gorsetowy  konkurs u Wioli, a potem ku totalnemu zaskoczeniu wygrana w candy u Izy. Do tej pory w całym swym żywocie, wszak już dosyć długawym, wygrałam 2 rzeczy. Słownie: DWIE. Jako nastolatka jakieś pieniądze i zaszczyt wydrukowania konkursowego opowiadania  w Płomyku vel innym Płomyczku (tak... wiem... to było jeszcze przed Bravo girl i innymi takimi). I wierzcie mi... ludzie tyle żyją ;)
Druga rzecz to był program komputerowy, konkretnie word w postaci podaj 12 dyskietek. Nówka. Świeżynka. Dopiero co wypuszczony na rynek. Cudnie. Tylko, ze wtedy nie miałam komputera. I tu się kończą moje życiowe wygrane. Aż do tego rozpasanego roku... :)

Wygrana u Izy  miała miejsce  już  jakiś czas temu, ale nagroda najpierw musiała dosyć okrężną drogą przywędrować do mnie do Holandii, potem z różnych przyczyn dopadł mnie wiosenny marazm uniemożliwiający wykonywanie nadprogramowych funkcji życiowych do których szycie, pisanie i wysiłki intelektualne niewątpliwie należą... W ramach otrzepywania się z marazmu wykonałam skok na główkę do basenu... bez wody - kilkugodzinne farbowanie włosów indygo połączone z malowaniem sypialni przy otwartym oknie i przeciągu.  Jako dogrywka - porządkowanie ogródka dnia następnego znaczy się siódmego. Z co Bóg mnie pokarał kilkudniowym bólem głowy, a na świeżo posadzone w moim mag-wiedźmim ogródku ziółka nie zesłał co prawda plag wszelakich, ale przymrozek...
Ale nie o tym chciałam... Jak zwykle zaplątałam się w dygresje. Call me Beniowski.   Miałam tylko podziękować serdecznie Izie za możliwość udziału w zabawie i za urocze materiały, co niniejszym czynię.  DZIĘKUJĘ!  Owe słodkie materiały prezentują się następująco:


Z pepitki została już skrojona i prawie skończona bluzka z baskinką - Burda nr  8/2012 model 113.

Dodałam czarny kołnierzyk. Jest to chyba pierwszy wykrojowy ciuch, którego nie musiałam zmniejszać.  Ba... wyszedł nawet bardzo dopasowany.
Baskinka w moim wydaniu  to jawny dowód na to, że na starość gust się człowiekowi zmienia, bo do tej pory zawsze unikałam baskinek. A tu nagle zaczęły mi się podobać.
Zamówiłam w końcu stopkę do zamków krytych, więc mam nadzieję, że następne zamki będą wyglądały lepiej. 

niedziela, 24 marca 2013

Burgund i świnka

Za oknem hula wiatr i mam wrażenie, że skali zabrakło na to jego rozchwianie emocjonalne. Wiatr prócz bólu głowy przypędza też czasem zmiany. A czasem niespodzianki. W czwartek przywiał mi z Polski przepiękny szlafroczek, który wygrałam u szyjącej kobiety w gorsetowym konkursie. W tym miejscu po raz kolejny chcę podziękować zarówno za śliczny i bardzo kobiecy szlafroczek, w uszycie którego Wiola włożyła na pewno dużo serca oraz za świetną zabawę, wszelkie dyskusje i plany około-gorsetowe.

Prawda, że uroczy? I zapewniam Was, że kolor w rzeczywistości faktycznie przypomina brurgund :) Tu wygląda raczej jak... przepraszam bardzo... śliwka węgierka.

Żeby nie było, że byle wiatr czy ból głowy mnie zniechęci do działania wrzucam zdjęcie bluzki z kwietniowej Burdy model 119.
Bluzka jeszcze nie skończona. Rękawy na razie przyfastrygowane. Tym razem ich bufkowatość wynika z wykroju, a nie z mojej pomysłowości nieudacznika. Z lekka utknęłam na wiązadłach, które powinny być zamontowane w środku, ale jakoś nie bardzo wiem jak się do nich zabrać. Holenderska Burda  życia mi nie ułatwia. Kolor bluzeczki różowy, choć bardziej w stylu pink prosiaczek niż pink panter.

Jako osoba związana z farmą Orłela nie mogę się przecież obyć bez różowego ubranka w stylu... były sobie świnki trzy... A dla tych, którym marzy się kraina mlekiem i miodem płynąca:





.

niedziela, 17 marca 2013

Poligonowa kopertówka


KOPERTÓWKI. Takie bluzki i swetry po prostu uwielbiam. Super kobiece, wygodnie i szybkie w obsłudze.
Wszystkie moje kopertówki są ją już mocno wyeksploatowane, toteż  postanowiłam sprawić sobie nową.

Na egzemplarz ćwiczebny przeznaczyłam granatowe płócienko. Wykrój pochodzi z Szycia krok po kroku 1/2006 (kilka polskich gazet jakimś trafem mi się uchowało). Wbrew pozorom ten model wcale nie był taki szybki w szyciu jak mi się pierwotnie zdawało. Najbardziej irytujące okazało się... przewlekanie pasków na prawą stronę.
Skorzystałam z Waszych rad (dziękuję bardzo!) udzielonych mi przy wszywaniu rękawów do marcowej szarówki i mam wrażenie, że tym razem rękawy wyszły bardziej plaskato czyli tak jak powinny. Ciągle nie idealnie, ale kolejny krok za mną :)
Efekt poniżej.

Troszkę się przy tej bluzce pobawiłam. Tak dla wprawy i ćwiczenia. Wiecie... taki poligon doświadczalny trochę. Rękawy przeszyte z użyciem podwójnej igły. Nie wiem czemu tak się tego ustrojstwa obawiałam wcześniej. Dół podszyty z użyciem stopki do ściegu krytego. Jakby bluzka miała dziurki i guziki to pewnie też bym stosowne stopki przetestowała :)

Weekend okazał się bardzo pracowity. Skończyłam ww. bluzkę. Z ostatniej kwietniowej Burdy wykroiłam sukienkę model 121 oraz bluzeczkę model 119 (obie pokazywane TU ).  Zrobiłam też wykrój na torebkę z książki Uszyj w jedno popołudnie, do kompletu z tejże książki - etui na okulary oraz wykroiłam toczek-fascynator, który pokazywałam TU.  Ciekawa jestem czy cokolwiek z tego mi wyjdzie :)
Na razie przed szyciem wstrzymują mnie braki stosownych zamków, nici a przede wszystkich fizeliny.  Jak uzupełnię zapasy, najwcześniej pewnie w weekend zabiorę się do pracy.