| Zdjęcie ze strony burda.pl |
Wycięta i przyszpilona do Loli przeczekała całe święta, aż w końcu zmobilizowałam się do jej skończenia. Wydawało się to łatwizną. No i w sumie problemów z szyciem nie było do momentu przymiarki. O ile na Loli kiecka prezentuje się dobrze, o tyle na mnie już gorzej. Jedna z zakładek układa się... dziwnie... Może to wina materiału bi-strecz, który owszem jest miękki, może i jest BI, ale trudno go posądzić o elastyczność, która zawsze mi się ze streczem kojarzyła.
Lola dodatkowo nie odczuwa potrzeby przemieszczania się, więc drobny feler w postaci nad wyraz wąskiego dołu jej nie przeszkadza. Maksymalne zmniejszenie zapasów na szwy niewiele pomogło. Pomysł na rozporek pojawił się i znikł, bo mi nijak nie pasuje do tego modelu. Pozostaje w niej jedynie stać wdzięcznie oparta o ścianę jako ta modelka na zdjęciu, względnie za gejszę robić drobiąc mikroskopijne kroczki i modląc się o brak wysokich krawężników.
Do tego ów BI-nie strecz strzępi się nad wyraz efektownie. Gdzieś w necie czytałam, że ktoś miał dokładnie ten sam problem z tym modelem, ale jakoś uzmysłowiłam to sobie dopiero po uszyciu tej zmory. Ale dzięki temu wiem, że to nie ja coś tam znowu spitoliłam tylko ten model tak ma.
Zostały mi ręczne wykończenia dołu, ale szczerze mówiąc to mi się odechciało ją kończyć.
A oto i ten syreni model w moim niedokończonym wydaniu.







