Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

wtorek, 22 października 2013

You can leave your hat on...

Znowu kapelusz. Na przekór miejscu pracy, okolicznościom niesprzyjającym do eleganckiego się odziewania tudzież dżdżystej pogodzie sprawiłam sobie kapelusz. Źródło - znowu McCall's jednak tym razem model C.


Alcantara została usztywniona flizeliną.  Tyle, że ta flizelina z gatunku mientkich, więc rondo malowniczo klapnęło mi twarz.  Dodatkowej flizeliny z gatunku twardzieli starczyło tylko na pół ronda. Trudno, uha ha... Też musi być. Przynajmniej front da się modelować i widoczność się poprawiła.
Muszę poszukać Buddy z mniej kanciastą głową :D
Podszewka kapelusza miała być bluzeczką vel sukienką. Materiał jest tak cienki, że nijak się na takie cele nie nadaje. Trochę szkoda.
Kapelusz szyło się, podobnie jak w pierwszym przypadku bezproblemowo. Prasuje się problemowo. Na szczęście po nałożeniu na czerep niedomagań nie widać :)

Do kapelusza dorabia się jeszcze żakiet - # 106A - Burda 8/2013.
Zdjęcie ze strony www.burda.pl

W sumie to teraz żałuję, że nie poczekałam na model 101 z Burdy 11/2013. Mówi się trudno, szyje się dalej.  Podszewka będzie taka sama jak w kapeluszu. Żakiet czeka na poduszki, które jakoś nie po drodze mi nabyć. Dobra, przyznam się, mam stracha przed jego kończeniem, bo to pierwszy żakiet jaki szyję, więc zakup poduszek traktuję jako pretekst do odwleczenia sfinalizowania dzieła, a raczej przewidywanej porażki wedle zasady Smerfa Marudy - i tak się nie uda... ;)

czwartek, 10 października 2013

From Holland with love - narodowa transwestytka

Co rusz ktoś mnie pyta, czy nie myślę o powrocie do Polski. To odpowiadam raz a dobitnie - nie myślę.  To tego raju mlekiem, miodem i łapówkami płynącego mogę wrócić jedynie w plastikowym worku.  Zatem dziś o tej mojej polskości na emigracji. 

Chyba wiem jak się czują transwestyci. Nie, nie chodzi mi o płeć. Chodzi o to poczucie wyobcowania i niemożność zmiany. Ja się czuję takim narodowościowym transwestytą. Jestem Polką. Ale to nie mój wybór. Tak wyszło. Nie czuję się Polką. Nie chcę się nią czuć. Owszem, dużo z tym krajem mnie łączy. Rodzina, znajomi, jakieś obowiązki. Ale nie tęsknię za Polską. Nie kocham mojego kraju. Powoli staje się dla mnie synonimem głupoty, brudu, zacofania, alkoholizmu, złodziejstwa i tego specyficznego  poczucia misji dziejowej (my naród wybrany to nam się wszystko należy, bo my nazywamy się Milijon). 
Teraz larum się podniesie, że jak to, że patriotyzm, że dziedzictwo narodowe, że krew z krwi, że tradycja... nowa świecka... Cóż... patriotyzm... slogan dla mas przydatny w zrywach narodowych.
Kiedyś, kiedy byłam piękna i młoda pewien punkowy zespół śpiewał:

"To jest mój kraj, bo tu się urodziłem i tutaj pewnie umrę,
ale dlaczego mam się cieszyć z tego, że to jest mój kraj?"

Już wtedy czułam, że z tym krajem, z tą mentalnością ludzi jest coś nie tak. Wtedy zwalało się na komunizm, że wypaczył, że zniszczył, że strzaskał całe pokolenia. Teraz komunizmu nie ma, a ta piosenka ciągle brzmi aktualnie i znajomo. I ja nieustannie się pod nią podpisuję. Dlaczego? Dlaczego mam się cieszyć?  Z powodu kiszonych ogórków i chleba ze smalcem? Z powodu pięknych okoliczności przyrody? 
Taką dziwną prawidłowość ostatnio zauważam - im niższy poziom edukacji, świadomości czy potrzeb tym większy stopień "patriotyzmu". Rozglądam się i widzę tych patriotów w Holandii. I czymże jest dla nich patriotyzm?  To miłość do Żywca i kibicowanie polskim piłkarzom.  To narzekanie na "wiatraki" i czułe wspominanie dobrobytu komuny. To promowanie polskiego przemysłu tytoniowego i tęsknota za polską telewizją. To wyciąganie łapy po holenderskie zasiłki i jeżdżenie świadome, rozmyślne i z premedytacją samochodami na polskich blachach – bo to taniej... Inny odłam patriotów to ci co w Polsce ostatni raz byli kilkanaście lat temu, ale oczywiście kochają ten kraj miłością  ckliwą a bezpieczną. I myśl o powrocie do tego raju  nawet im w tych biało-czerwonych łbach nie zaświta. 

Wiem, mamy piękniejsze, a przede wszystkim bardziej urozmaicone krajobrazy. Góry i morze, jeziora i dzikie lasy... Tu tego nie ma. Bo lasy nawet jak są to takie równe, przemyślane  i  szczelnie ogrodzone. Drzewa przy drodze sadzone w równych odstępach co 3 metry. Morze jest, ale już plaże łyse bez dzikich, zarośniętych wydm. Za to wszelakiej innej wody pod dostatkiem. Wszędobylskie kanały i rzeczki...
Mogę zrezygnować z polskich krajobrazów. Mogę zrezygnować z nostalgicznych pejzaży.  Tu za serce chwyta mnie każde małe miasteczko - czyste, schludne, urokliwe. Domki z ogromnymi oknami, zadbane ogródki licytujące się oryginalności i urodą, roślinki – z rozpasaną acz kontrolowaną różnorodnością... No i wiatraki... Wiatraki... Są magiczne. Chyba nigdy mi nie spowszednieją.

Kiedyś usłyszałam, że w poprzednim życiu mieszkałam w Holandii. Ja w to wierzę. Zaraz pewnie zostanę za to odsądzona od czci i wiary, ale tu, na obczyźnie czuję się bardziej u siebie i w domu, niż tam w bliskim-obcym kraju ojczystym.
Mieszkałam w hotelu, który kiedyś był piękny. Widziałam to na starych fotografiach, których polaczki nie rozkradli, bo nie miały wartości. Z wartościowych rzeczy ostał się  jeno stary stojący zegar wahadłowy. Nie wiem jakim cudem! To czego nie mogli ukraść - zniszczyli. Złodzieje, wandale, brudasy, pijaczki upijające się najtańszym piwem. Panie też niewiele lepsze. Niedowartościowane panny,  które po kliku komplementach puszczają się z turasami za kilka centów więcej do pensji, albo wątpliwe awanse. Względnie jeszcze lepiej przehandlowują swoją boską polskość za kilka tysięcy euro fikcyjnego ślubu z ciapatami spoza Unii, robiąc za trampolinę do cywilizacji. Naturalnie, trafiają się wyjątki. Normalność jednak jest w mniejszości.
Gdyby nie fakt, że bycie bezpaństwowcem praktycznie uniemożliwia funkcjonowanie w normalnym społeczeństwie pewnie spektakularnie oddałabym polski paszport pozbywając się tego wstydliwego "dziedzictwa".
Ja... Polka cyniczna...
"Polak zwany przez krajowych fafufów
i niedorajdów Polakiem cynicznym
Pracowity, co już mu mają za złe. Nie upija się i nie kluczy. Mają za złe. To, co robi, robi dobrze i na termin. Mają za złe. Jest punktualny, a wszyscy spóźniają się albo przychodzą o dwa dni za wcześnie. Więc mają za złe. Bierze byka za rogi. Też mają za złe. Jeśli jest np. poetą, to nie opisuje własnego pępka, tylko wyrywa próchniejące zęby społeczeństwu. Znów mają za złe. A jeżeli tenże "cyniczny" Polak jest np. kupcem, to wszystkie umowy uważa za wiążące i myli się grubo, ponieważ produkujemy mnóstwo ludzi, którzy z lekkością szewców cudotwórców robią z gęby cholewę. A my chcemy robić z gęby instrument do wiążącego porozumienia się z ludźmi. Więc mają nam za złe, mają nam za złe, mają nam za złe. Przepraszam bardzo za kleksy, plamy od szmalcu z cebulką i nagły koniec. Świat mnie woła. Bogaty świat. Ciekawszy od "Listów z fiołkiem"."
K.I. Gałczyński

wtorek, 1 października 2013

Ogłoszenia drobne - idioci idiotom part 3

1. .................... poszukuje  doświadczonych kosmetyków betonu  do pracy w zakładzie prefabrykacji na terenie Niemiec.

Praca długoterminowa, miejsce pracy – ......

W ...... oferujemy zatrudnienie na pełnych niemieckich warunkach. Wszyscy pracownicy otrzymują umowę o pracę ze stałą godzinową stawką podstawową brutto od której zostaną zapłacone wszelkie składki w Niemczech.Gwarantuje to dostęp do wysokiego standardu świadczeń socjalnych oraz opieki medycznej.

Atrakcyjne zarobki, stawki godzinowe + dieta, duża ilość godzin.
Wymagania:

- doświadczenie w pracy jako kosmetyk betonu
- atutem będzie znajomość języka niemieckiego
- mile widziane doświadczenie w pracy na prefabrykacji
- mile widziany własny samochód

Strasznie mnie ciekawi jak zrobić make-up betonowi. Pewnie dlatego niemieckie autostrady są takie dobre. Ba, wystylizowane nawet ;)  

2.
PRACA DLA ASYSTENTA KIEROWNIKA SZKLARNI Z POMIDORAMI
Do szklarni z pomidorami szukamy ambitnego kandydata, ktory w krotkim czasie ma szanse zostac asystentem kierownika szklarni.

Obowiazki:
Jako asystent kierownika szklarni bedziesz dbal (forma osobowa sugeruje, że ogłoszenie jest kierowane tylko do mężczyzn, co jest niedozwolone i dyskryminujące, ale oczywiście matoł piszący to ogłoszenie nie ma o tym pojęcia)  prawidlowy przebieg procesu produkcyjnego oraz bedziesz kontrolowal produktywnosc pracownikow. Do Twoich obowiazkow beda rowniez nalezec kierowanie i motywowanie personelu. Jesli zajdzie taka potrzeba bedziesz gotowy osobiscie pomoc kolegom a w przypadku zauwazenia podejrzanych zmian (np. szefie, szefie - widziałem inwazję obcych)
lub obecnosci szkodnikow zglosisz to swojemu przelozonemu. (a nie szefie, to nie marsjanie, to tylko mszyce).

Jesli szukasz pracy w sektorze ogrodniczym i zalezy Ci na pracy z mozliwoscia osobistego rozwoju to szukamy wlasnie Ciebie.

Wymagania:

minimalnie 2 lata doswiadczenia w pracy w szklarni z czego przynajmniej 1 rok w szklarni z pomidorami
(zapomnieli dopisać z czerwonymi :D

dobra znajomosc jezyka niderlandzkiego lub angielskiego;

umiejetnosc kierowania grupa pracownikow;

odpornosc na sters;

komunikatywnosc;

umiejetnosc organizowania pracy;

Prosimy o kontakt:


3. Bezcenne ogłoszenie. Chyba wydrukuję i powieszę nad łóżkiem na dobry początek dnia :D 

Na producji lodow pracujesz na 3 zmianach razem z innymi zangaworzonymi osobami. Razem z kolegami jestes opdpwiedzialny za czyste I hygieniczne rozlewania I pakowania prodoktow jakosci jako lody I desserty.


Na zmiane pakojesz lody recznie lub maszyna. Obok tego pracujesz w pozadku kolo twojej maszyny, zawsze zachowojesz porzadek.

 Wymagamy:

Osoby z motywacja i odpowiedzialnoscia

Znajomosc jezyka angielskigo

Elastycznosc na czsy pracy

Z wlasnym transportem!!!

Oferujemy:

Dobra atmosfere pracy w dobrze rosnacej firmie

Mozliwosci rosniecia na funkcji

Dobre warunki pracy

Zamieszkanie


Jestes zaiteresowany to wyslij maila z CV do: info@......nl


Kasia ............. 

Droga Kasiu, musisz być ekspertką od robienia lodów pisząc takie ogłoszenie :D  Ogranicz się zatem do tej czynności, bowiem do pisania ogłoszeń i rekrutacji nadajesz się tak jak świnia do baletu. 

__________________________________________________
A z mojego podwórka. Dzwoni pani z agencji pracy X i pierwsze jej pytanie  to, czemu wysłałam jej TAKIE cv. Powszechnie wiadomo, że ludzie wysyłają cv w różnych celach. Coby się umówić na randkę, kupić nowy samochód, dostać kredyt w banku, zaszczepić psa, podzelować buty u szewca i umówić wizytę hydraulika, bo sracz się zapchał.
Dlatego nie mówię do niej - bo szukam pracy idiotko. Przełykam  epitet niczym pani Kasia z ostatniego ogłoszenia porcję lodów. Przełykam też fakt, że mając TAKIE cv aplikuję do pracy ambitnej inaczej. Nieopatrznie umawiam się na rozmowę kwalifikacyjną. Kufffa mać... Jadę. Powtarzam sobie mantrę, że lepsza taka praca niż żadna i jest to proces przejściowy na szybkie podreperowanie budżetu.
Staram się jak mogę, żeby tej roboty nie dostać i powiedzieć bez wyrzutów sumienia: NIE CHCIELI MNIE hurrrra. Ubieram się w sukienkę i szpilki (ruch na hali zamiera, bo takiego ekstremum nigdy tu nie widzieli i pewnie jawię im się niczym obcy atakujący niebieską planetę). Zachowuję się jak paniusia. Informuję, że praca na zmiany mi nie będzie pasowała, bo będę mieć szkołę.  Przypominam, żeby się nie łudzili, że zostanę tu na dłużej, bo jak znajdę coś ambitniejszego to spieprzam z turbo doładowaniem.  Noo żesz kuffffa mać... Na wszystko mają argument. Widać w desperacji biorą NAWET magistrów do pakowania kawy, talerzy i innych świeczek.
I tym oto cudownym sposobem od środy mogę zacząć nową pracę. Kuffffffffffa mać.... Wychodząc obserwuję pełną automatyzację firmy - oblicza pracowników myślą nie skalane. Skalane papierochami i wódą.  Roboidalne konstrukcje człowiekopodobne. Kufffffffffffa mać...
Ale myślę sobie o tych kokosach, które zarobię. Jak dobrze pójdzie może wystarczą do zapchania kibla. Bo co do opłacania rachunków to już takie pewne nie jest. Szybkie podreperowanie budżetu może wystąpić w wersji długofalowej. Kufffffffffa mać.

To pisałam ja - jeszcze żywy pół automat.

poniedziałek, 30 września 2013

Kosmetycznie... moje prawdy i mity


Jak każda kobieta używam kosmetyków. Dziś garść moich doświadczeń. Może komuś się przydadzą.


 O ruskich badziewiach ze szczególnym uwzględnieniem szamponu Love2mix organic pomarańcza i chilli już pisałam, ale powtórzę, bo w fali ochów i achów sponsorowanych może ktoś da się nabrać. Reasumując moje doświadczenia z tym ruskiem gównem (słowa nie cofnę, bo smród ww. szamponu adekwatny):
- ceny może i przystępne, ale wydajność produktów (za wyjątkiem nieszczęsnego szamponu i kremu pod oczy) beznadziejna,
- rzekoma naturalność i bogactwo składników (dobrze odhodowanych po Czarnobylu)  NIJAK się  ma się do jakości i skuteczności. Szampony i odżywki mające powstrzymać wypadanie włosów działały dokładnie na odwrót. Włosy wypadały masowo, a pozytywnych efektów działania innych  odżywek czy masek nie zauważyłam ŻADNYCH,
- "kompozycje zapachowe" jak dla mnie również nie trafione. Przesłodzone, infantylne (ciasteczkowy zapach maski drożdżowej), mdłe czy co gorsza cuchnące...
Jedyny produkt na który się nie skarżę to krem pod oczy z jonami srebra. Mam jedynie nadzieję, że to faktycznie jony srebra, a nie uran ;)


Odżywka 8in1 Eveline do paznokci.
Kosmetyki Eveline uważam za jedne z lepszych.
Zapomniałam zabrać do Polski mojego zestawu Nail Tek, więc zastępczo kupiłam ten lakier.  Zachwyty nad tym produktem, w moim przypadku znowu okazały się nietrafione. Po 4 dniach używania moje długie i odhodowane na Nail Teku paznokcie rozdwoiły się i częściowo... odpadły. Wyglądało to tak, jakby część tych odżywek pękła razem z końcówką paznokcia. Cóż... może dam tej odżywce drugą szansę, na razie wracam do NIEZAWODNEGO I NAJLEPSZEGO NA ŚWIECIE  NAIL TEK.


Płyn micelarny z Biedronki.
Kolejny "kultowy" produkt. Dołączam do grona jego fanek! Tym razem rozczarowania nie było. Podobnie jeśli chodzi o "biedronkowe" żele do mycia twarzy. 




Żel do higieny intymnej Facille.
Kolejny przykład na to, żeby ostrożnie podchodzić do innowacji kosmetycznych.  Popularny produkt wśród włosomaniaczek. Sama używałam dosyć długo aż... przypadkiem wpadłam na informację, że może powodować wypadanie włosów. Z pewną dozą nieśmiałości podeszłam do tego komunikatu. Jak to? Ten sprawdzony, łagodny, bez SLS? A łyżka na to - niemożliwe. Eksperymentalnie więc będąc w Polandii odstawiłam ten myjak i przez tydzień myłam włosy "zwykłymi" szamponami z SLS. To był szok. Z dnia na dzień włosów wypadało mniej!! Widziałam to podczas mycia, szczotkowania czy nawet po ilości włosów walających się na podłodze.
Całe lata myłam włosy szamponami z SLS i żyłam. Nic mnie nie swędziało,  włosy nie wypadały. Po fali włosomaniacznych postów potępiających SLS-y poczułam się jak włoso-zabójca. Zmieniłam preparaty myjące na łagodne. Skutek był odwrotny od zamierzonego.
Wniosek - ostrożnie z nowościami, a lepsze jest wrogiem dobrego. Facille znika z listy moich szamponów. Skoro wyprodukowano to do mycia tyłka, to najwyraźniej takie jest tego produktu zadanie. I niech tak zostanie. Szampony z SLS wracają. Rozcieńczane metodą kubeczkową i przy metodzie OMO.
Co jednemu pomoże, innego może zabić.

Maska intensywnie regeneracyjna do włosów Biovax  firmy L'biotika (w składzie henna i aloes).

Użyłam na razie kilka razy. I pieję, zachwycam się i rozpływam nad tym cudem. Nigdy jeszcze nie miałam takiej maski, po której włosy są błyszczące, jedwabiste, mięciuteńkie, a jednocześnie elastyczne jak sprężynki. Nie jestem w stanie powstrzymać się od ich dotykania i głaskania! Trudno dogodzić mojemu nosowi, ale zapach tej maseczki jest idealny! Nie potrafię go opisać. Lekko kwiatowy, świeży. Pozostaje na włosach, ale w miłym i mało nachalnym wydaniu.

Możliwe, że moje włosy potrzebowały akurat tej maski i tych składników. Możliwe, że za jakiś czas nie będzie ona już tak bosko działała, ale w tym momencie po prostu klęczę i biję pokłony. Chwalone ruskie cuda w 1/100 nie dały takiego efektu!!!  Jestem w pozytywnym szoku. I oby tak zostało :)




 Kohl.
 Nigdy nie malowałam oczu ciemnymi kredkami, bo miałam wrażenie, że zmniejszają oczy. Do tego kredka znikała szybko i należało czynność powtarzać, albo co gorsza rozmazywała się robiąc z człowieka pandę, studentkę w czasie sesji albo ofiarę przemocy w rodzinie.
Na kohla i kajal trafiłam na blogu Aliny Rose. Poczytałam, poszukałam, zamówiłam w jakimś arabuskim sklepie.

Mój Kajal okazał się bublem. Po kilku dniach pękła zakrętka, kredka wydostała się na wolność i odstawiła efektowne graffiti w kuferku z kosmetykami. Do tego rozmazuje się i znika dość szybko. Rzekłabym, że zachowuje się jak typowa kredka do oczu.  O niebo lepszy jest kohl. Mimo proszkowej konsystencji łatwiej mi go aplikować, trzyma się na oczach jak żelbeton i daje wg mnie bardziej naturalne wrażenie. Jakiegoś drastycznego wybielenia białek oczu nie zauważyłam. Może dlatego, że noszę szkła kontaktowe i trochę ograniczam mu pole działania :)



A Wy jakie macie ulubione kosmetyki, które polecacie? A może wprost przeciwnie jest coś przed czym chcecie ostrzec?




sobota, 28 września 2013

Idziemy na zakupy

Pokazywana wcześniej paczłorkowa  pierdółka stworzona sobie a muzom na okoliczność zużywania kwiecistych resztek leżakowała przez czas jakiś bez celu. Jako że nie lubię takiej twórczości niespożytkowanej postanowiłam gdzieś ten kwadrat wkomponować. Wielbicielką patchworkowych kołder, narzut czy innych powierzchni wielkogabarytowych też nie jestem. Trąci mi to westernami albo bieda-design. No dobrze, powiedzmy sobie szczerze, że wizja dorabiania kolejnych setek patchworkowych kwadracików również mnie nie rajcuje.
W ten oto sposób sercowy kwadrat umieszczony został w torbie na zakupy. Zakupówka podręczna miała jedno zadanie - być jak najmniejsza, żeby mieścić się w mojej zmniejszonej torebce.



Podszewka dla wzmocnienia i ukrycia bebechów paczłorku.
Pomysł z gumką i guzikiem widziałam gdzieś w necie, ale za chiny ludowe nie mogę odszukać gdzie.

Torbę podarowałam już koleżance, więc nie domagajcie się zdjęć na ludziu :D
Dla pocieszenia Franek w akcji:
Dziś w roli żelazka.

Kot się napracuje, a człowiek powie, że sam uszył.

czwartek, 26 września 2013

Słowa kluczowe - part 6

  •  znaczenie zdani orłelowska świnia  - oby nikt się nie musiał przekonać na własnej skórze! A już myślałam, że mam monopol na Orłelowski  folwark :D
  • pepitka pola guzik
  • chwila dla ciebie 720313 - strasznie długa ta chwila :)
  • rozerwałam sukienkę -  w poprzednich słowach kluczowych było oj szalała, szalała... to teraz konsekwencje ;)
  •  my-mag-ik-world.blogspot.com+idzi
  •  fajne panie w satynie 
  • język holenderski charkot - noooo... miód dla uszu i włoski to nie jest.

     
Niezmiernie i niezmiennie zdumiewa  mnie fakt, że największy ruch sieciowy jest... w Rosji. Ani ja po rusku nie piszę, a tematykę ruskich, badziewnych kosmetyków poruszyłam zaledwie raz... Dziwny jest ten świat...

A jeśli chodzi o absurdy godne słów kluczowych to "chodziła za mną" pewna piosenka zespołu Dwa plus Jeden. Konkretnie - Kalkuta nocą. I nie byłoby w tym nic śmiesznego czy absurdalnego, bo pewnie każdemu zdarzyło się, że przyczepiła się do niego jakaś melodia,  gdyby nie fakt, że w mej głowie tłukł się refren... karkówka nocą, karkówka nocą, nowy wspaniały trzeci świat.
Dobrze, że na głos nie śpiewałam :) 


Dziś Franek śpioch.
Zdrzemnę się trochę na biurku

Albo na komputerze

A jak podkradnę chustecznik, to nawet luksusowo na poduszce.


wtorek, 24 września 2013

Jesień miłością się zaczyna

Spokojnie. Nie jest to bynajmniej deklaracja zmiany stanu cywilnego. Nie jest to nawet deklaracja zmiany nastawienia do rodu gadziego czy stanu odmóżdżenia zwanego potocznie zakochaniem. Ot, wraz z wybiciem kalendarzowej jesieni zapałałam miłością do dzianiny. KWIECISTEJ DZIANINY.   Miłość moja jest ślepa, bezgraniczna i absolutnie nieodwracalna.
Poszukiwania wykroju godnego tego materiału trwały dość długo. Chciałam żeby:
- było z wodą,
- nie miało żadnych marszczeń,
- łatwe, proste i szybkie do uszycia było,
- w opcji bardziej przylegającej do ciała, bo rozkloszowanych sukienek jest ci u mnie pod dostatkiem.

Łatwo nie było i już zaczęłam się poddawać, gdy trafiłam na   wykrój papavero.  Nie przypadł mi do gustu od razu, bo wody nie było a i do wykrojów z tej strony przekonana nie byłam. Sukces połowiczny - bez marszczeń, ale i bez wody.

Rozkładanie tych puzzli na podłodze, mozolne wycinanie i sklejanie... Cóż... Mimo wszystko chyba szybciej idzie mi odrysowanie wykroju z chaszczy burdowych arkuszy.  Wycinanie elementów z ponad 30 kartek, a potem ich sklejanie zajęło mi prawie godzinę.  Poza tym jak dla mnie zapasy są za małe, więc idea, że wycinasz gotowca jest o kant d... potłuc. Do tego brak oznaczeń na wykroju tak jak w Burdzie np. kierunek układania zakładek.  I pewnie gdyby sukienka okazała się niewypałem mogłabym tak psioczyć dalej, ale...
sukienka jest boska. Szyła się z prędkością światła. Nawet wszycie rękawów overlockiem, czego się bałam panicznie obyło się bez dziur w sukience i strat w ludziach. Materiał jest cudownie mięciutki, a sukienka nosi się idealnie. Cóż...śmiem twierdzić, że to moja najlepsza sukienka.  Miłość do dzianinki, miłość do kwiatów, miłość do sukienki miękkimi kwiatami otulającej ciało. Skłonna jestem nawet papavero pokochać. Pieszczota i rozkosz zmysłów. Chwilo trwaj. Jesieni... trwaj... W takich dzianinach żadna jesień mi nie straszna. Ha, nawet zimy się nie boję. Chyba.
Cóż ta miłość robi z człowiekiem... Nawet zdjęcia na ludziu udaje się wyczarować.


Zanim wstąpię na czerwone dywany (rzecz jasna te mag-icznie latające) szczególnie dziękuję:  Panu Jarmarkowi za sprzedaż tego cudnego materiału. Panu Loczkowi za zszycie całej sukienki. Pani SilverceCrest za współpracę przy zaszewkach oraz wykończeniu podwójną igła dekoltu, rękawów i dołu. Ani za strzelenie fotek.

Zdjęcie pozowane - retro wieszak prezentuje. Jedno biodro wygląda jak  grube, ale nic to :) 

Kolejna poza, tym razem od tyłu.


A mówiłam Wam, że uwielbiam tą sukienkę? Mówiłam... Powtarzam się... A to przepraszam...