Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

środa, 18 września 2013

Ogloszenia drobne czyli idioci idiotom - part 2


1.
Dla jednego z naszych klientow pilnie poszukujemy osob do ciecia zielonej papryki. Wymagane min 6cio miesieczne doswiadczenie oraz zakwaterowanie na terenie Hagi badz Westlandu lub Rotterdamu i okolic- osoby z tego terenu musza miec wlasny transport do pracy.

Zielona papryka rządzi. I jeszcze jaka wymagająca. Przez 6 miesięcy to nawet panią managjer z folwarku przyuczyliby do tej roboty. A małpiego downa w 3.

2.
Jestes doswiadczonym pracownikiem magazynu, szukasz nowych mozliwosci? Potrzebujemy twojego talentu! Oferujemy Ci stabilna… prace w miedzynarodowej firmie, zgodna… z Europejskim standardami.
Agitacja jakby managera z MBA szukali, a nie magazyniera :D

Wymagania:
Oferta:
- Legalne i stale zatrudnienie
- elegancko mówiąc gówno prawda, ŻADNA firma w NL nie zatrudni na STAŁE od razu... frajerom śmierć;)
- Opieka  koordynatorów,
- Stawka 8, 95 euro/h brutto  - 
nowe możliwości - stara stawka :D
- Zakwaterowanie i dojazd do pracy.


3.
Polska szkoła sobotnia w .............. poszukuje od września osób do prowadzenia zajęć z dziećmi w grupach 3-5 lat oraz 6-12 lat.

Idealny kandydat ma doświadczenie w pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym lub szkolnym, jest kreatywny i potrafi zaspiewać piosenke.

Wykształcenie pedagogiczne jest mile widziane ale niekonieczne.

Stawiamy na naukę przez zabawę, piosenki, wierszyki oraz podtrzymywanie polskich tradycji.   Znaczy się dzieciaki będą się uczyć "Góralu czy ci nie żal".

Praca na zasadzie wolontariatu, symboliczne wynagrodzenie. Ale przynajmniej pośpiewać można sobie za darmo ;)

4.
Holenderskie biuro ........ potrzebuje na gwałt pracowników przy serach. Potrzebni sa mężczyźni jak i kobiety z chodz troche komunikatywna znajomoscia jezyka Holenderskiego, Angielskiego lub Niemieckiego. Mile widziane CV. Praca Jest w Harderwijku a biuro miesci sie w Utrechcie. Wszsytkich zainteresowanych prosze o kontakt meilowy lub telefoniczny tylko w jezykach wyzej wymienionych, gdyz pracuja tam tylko Holendrzy.
 

Numer tel i meil ponizej.


Jak widzicie szukanie pracy dostarcza nieustających rozrywek.

poniedziałek, 16 września 2013

Kombinuj dziewczyno nim lata przeminą...

Bluzeczka kombinowana z resztek materiałów pozostałych po Buttericku Lot B5708. Kwiecisty materiał uwielbiam do tego stopnia, że wyrzucenie najmniejszego nawet skrawka rozrywa mi trzewia.

Wykrój - Burda 8/2012 model 113.

Pierwsze "spięcie" . Zwiększyłam zaszewki bardziej dopasowując górę.

Tu gdyby ktoś wątpił w samodzielność wykonania :) z tyłu widoczne zaplecze sklepu czyli warsztat krawiecko-kosmetyczny ;)

Zamek na plecach to wymysł szatana. Ledwo zip-ię po takiej gimnastyce zapinania zipa. O notorycznym wkręcaniu sobie włosów w zamek w ogóle nie wspomnę.
Notabene zamek wymieniałam  dwa razy, a i tak nie mam pewności czy nie będę wstawiać innego. Ten też demonstruje wybitną niezależności. Raz działa. Raz nie. Cytrynna ostatnio też walczyła z zamkami. Zmasowany atak eklerów widać ;)

Antwerpia na Loli
Kołnierzyk, rękawki i dół wykończone haftem na maszynie. Bardzo lubię ten motyw i coś mi się zdaję, że jeszcze nie raz go gdzieś wcisnę.
Kołnierzyk z haftem.
Z resztek resztek udało się jeszcze wydziergać gorsecik - Burda 1/2012 model 123.  Czerwony pasek z haftem miał być pierwotnie odszyciem/podszyciem dołu, ale po przymiarce okazało się, że gorset kończy mi się zdrowo przed pępkiem i takie wdzianko to mogę sobie jedynie do tańca brzucha przyodziewać. A że nie mam czym trząść, tańca takowego  nie uskuteczniam. Z odszycia zrobiłam "przedłużkę".


Nie, to nie koniec moje drogie koleżanki tej kwiecistej gorączki. Idąc po przetartych szlakach, znaczy się  korzystając z tutorialu Liliany z zapomnianej pracowni uszyłam swojego pierwszego potworka-paczłorka. Obawiałam się, że będzie to bardziej upierdliwe, ale nie było tak źle. Wymaga jedynie ciut więcej cierpliwości i wzmożonej aktywności ruchowej czyli biegów od maszyny do żelazka.


Jako, że nie przepadam za  to sztuką dla sztuki, przynajmniej w moim wydaniu stworzone paczłorki, sztuk dwa postanowiłam spożytkować pożytecznie i jeden wkomponowałam w siatkę na zakupy (prototyp jeszcze nie skończony). Drugie serducho widoczne powyżej leży sobie i czeka na pomysł. Może dorobię mu więcej braci i przetworzę na kołderkę dziecięcą.

A na koniec, dla wielbicieli Franka:

To ja... zdobywca nieustraszony. Trochę szkoda, że nic nie spadło...





sobota, 14 września 2013

Kwiatki i czekoladki

Kolejna wizyta na targu. Tym razem Pan Jarmark jakby się między sezonami z lekka zawiesił, bo jesienno-zimowych ciekawych materiałów jeszcze nie miał, a letnich już nie miał. Może i dobrze, bo w ten oto sposób bez szaleństw gotówkowych  zakupiłam zaledwie dwa materiały.  Pierwszy to kwiecisty jersey. Co ja na to poradzę, że te kwieciste motywy tak uwielbiam?  Przeznaczenie - rzecz jasna sukienka.

Drugi to jeśli mnie pamięć nie myli alcantara. Gorzkoczekoladowa miłość od pierwszego macania. Kupiłam. Przeznaczenie dla odmiany... sukienka :) Dopiero w domu sprawdziłam, że ów materiał jest tworem obiciowym. Chyba się tym nie przejęłam :)  Przejęłam się jedynie faktem czyszczenia i prania. Nie należę do wielbicielek pralni chemicznych. Z lenistwa. Może jednak zmienię docelowe przeznaczenie materiału.
Macie jakieś doświadczenia w szyciu i użytkowaniu alcantary?


Czekoladowa alcantara nie bardzo widoczna na zdjęciu.


Pan Jarmark miał jeszcze uroczy i bardzo oryginalny jersey z nadrukiem... Nowego Yorku. Świetny materiał. Jedyny szkopuł w tym, że print był nie wzdłuż a w poprzek i nie bardzo wiedziałam cóż można by z tego cuda zrobić coby wilk był syty i widoczek cały. Może jakby to był Paryż, Rzym czy choćby Amsterdam to bym wzięła w ramach - niech sobie poleży aż mi się koncept objawi.

Na koniec torebka wyszperana w kringloopie, znaczy się lumpeksie.  Stareńka i ze skóry. Kupiona dla urody i w celach zmniejszania noszonego przeze mnie bagażu podręcznego. Jakoś spróbuję się do niej zapakować ;)





piątek, 13 września 2013

Idzie zima... Burda 10/2013

Idzie zima. No dobrze, jesień najpierw. W sumie jeden pies. Zimno. Zimniej. Zima.
Franek więcej czasu spędza w domu wynajdując sobie przeróżne atrakcje: próba zmieszczenia się w torebce, wspinaczki na książki i leżakowanie w najmniej oczekiwanych miejscach. Je też dużo więcej niż latem. Nooo... Mówiłam. Zima idzie. Dobra, dosyć z tą zimą, bo gadam jak w Grze o tron (takie mam wrażenie o filmie po obejrzeniu 3 odcinków w wersji uderzeniowej).  O Burdzie być miało. No i będzie. Jak zwykle czysty subiektywizm.
Październikowy numer Burdy... Jeszcze ciepły. Mimo, że zima idzie. Cóż... Numer trochę jak ten film wyżej przytoczony. Szaro-bury i przeraża. A mimo to i tak pewnie obejrzy się kolejny odcinek. Choć jak tak oglądam i oglądam  i oglądam, to żałuję, że nie kupiłam Simplicity, albo Knipmode, albo jeszcze czegoś innego szyciowego. Jak to mówili... po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się :)
W tej Burdzie znowu jakieś kurioza i dziwolągi typu gorset z baskinką w formie bombki... o żesz... albo spódnice z za długim tyłem, czy bokiem,  konstrukcje workopodobne czyniące z każdej istoty bez względu na gabaryty pudło po telewizorze starej generacji, dział "kreatywny", który powinien nazywać się dział "prymitywny".

Jedyne co mi się podoba:
Dla uściślenia - podoba mi się  etola, a nie styl militarny :)

Fajny dekolt.

Zwykła, prosta koszula.


W tej stylizacji najbardziej  urzekło mnie... krzesło na ostatnim zdjęciu :)

Oglądam ten numer. Przeglądam, kartkuję, szukam... I wiecie co widzę? Zima idzie...

Wszystkie zdjęcia to skany gazety Burda 10/2013. 

środa, 11 września 2013

A na smutek... kapelutek


Uwielbiam kapelusze. To nic, że mam jak do tej pory zaledwie jeden (i to jeszcze zawłaszczany przez  Franka). Pomyślałam -  zawsze można sobie uszyć. A przynajmniej spróbować. Kawałek sztruksu walający się bez celu, za mały na jakikolwiek ciuch, za duży na wyrzucenie idealnie się do tego eksperymentu nadawał.

Na pierwszy ogień poszedł kapelusik model A - McCall's M6664. Mały, garnkowo-nocnikowy.  


Kapelusz nie jest idealny, ale wiem w czym tkwi problem. Rzekłabym... przydałaby się do niego głowa ;)  Głowa nie od parady a do formowania i prasowania. Swoją drogą prasowanie takich zakrętasów i to sztruksowych dało mi się we znaki. Szczególnie że jedno żelazko całkiem grzać przestało, a generator wprost przeciwnie. Grzeje jak wściekły i na minimalnym nawet ustawieniu ma tendencje do palenia. Do tego stopka zaczyna mu "wylatać" co może być niebezpieczne dla zdrowia i życia, bo para bucha nie dołem, a bokiem. Taki mały gejzer niekontrolowany.
Jest jak jest. Jak na pierwszy kapelusz to i tak jestem zadowolona. Wchodzi na głowę. Nie spada na oczy. Da się go nosić.
Oczyma duszy już widzę bardziej luksusowe wersje z dużym rondem. Eleganckie. Szlachetne. Kobiece. Telefon rozgrzany do czerwoności... To królowa Maxima zamawia co rusz kolejne modele...
Żartowałam.

Wchodzi na moją głowę. Budda ma większy czerep.

W rolach głównych wystąpili: Budda ogrodowy i nocniko-kapelusz.
Wnętrze - czyli czerwone w czerwonym.

A na koniec moja nowa zmywarka do naczyń. Wielofunkcyjna. Ekologiczna. Ekonomiczna. Idealnie dopasowująca się do wnętrza. Jedynie jak widać na zdjęciu, jeszcze nie podłączona ;)

Zmywarka w stanie spoczynku ;)


piątek, 6 września 2013

Słowo sie rzekło... Butterick u płota...

Lubię Butterickowe wykroje.  W przeciwieństwie do Burdy nie wymagają instalowania mikroskopów na oczy w celu wyszukania odpowiedniego wykroju w chaszczy pląsających dance macabre różnokolorowych  linii. Ekstremalnie leniwi, nieprzewidujący i rozrzutni mogą wyciachać swój rozmiar z płachty znajdującej się w kopercie.  Lubię ich łopatologię stosowaną. I retrostylność. Może jedynie nie mogę porozumieć się z ich tabelkami rozmiarów. Na szczęście dzięki Waszym radom już wiem jak sprawdzić na wykroju te różnice. Wymaga to zaawansowanej matematyki, ale zdecydowanie ogranicza późniejsze przeróbki ;)

Retro Butterick rocznik 1953, model B5708. Sukienka o wielu twarzach. Na szczęście żadna nie jest twarzą Marylin Monroe :)

Przysięgam, że jest to moja pierwsza i ostatnia sukienka z marszczeniami w pasie!! Nie lubię marszczenia, nie lubię ich zszywania i noszenia takiej bomby atomowej też nie lubię. Jedzie mi Cepelią i tyle.  Zdecydowanie wolę spódnice z koła/półkoła, względnie zakładki. I tako też będę czynić. Marszczeniom mówię - NIE! 

Na manekinie vel na Loli, jak kto woli
A tak wygląda spód sukienki

Materiał to wiskoza (tak przynajmniej twierdził Pan Jarmark), podszewka - czerwone płótno. Kiecka w Polsce robiła wrażenie. Głównie właśnie ze względu na materiał.

Obawiałam się, że te różne warianty wiązań, tak ładnie prezentujące się na Butterickowych zdjęciach w życiu się nie sprawdzą. Będą się rozjeżdżać, rozwiązywać i przemieszczać. Nic takiego się nie dzieje. Choć i tak moim ulubionym wiązaniem jest wersja z supłami z przodu. Sukienka wygodna, efektowna i uniwersalna, więc pewnie powstaną kolejne wersje.

Na koniec z serii - Franek przedstawia:
Może to i nie jest mój rozmiar, ale kolor pasuje mi do karnacji...

niedziela, 1 września 2013

Over-lokko - part.1

Pomna swych pierwszych podejść do overlocka, nieufnego początkowego obwąchiwania, wzajemnego docierania się ze zgrzytaniem zębów i noża w tle postanowiłam wrzucić garść zdjęć z informacjami o tymże stworze.
Informacje znalazłam przypadkiem studiując przywiezione z Polandii segregatory Sekretów dobrego Szycia. Informacje są bardzo ogóle, rzekłabym, że zapoznawcze i jako instrukcja konkretnego modelu służyć nie mogą. Myślę jednak, że osobom myślącym o zakupie pierwszego overlocka lub potrzebującym podstawowych informacji mogą się przydać.





Sama publikacja Sekrety dobrego Szycia jest pełna (przynajmniej jak dla mnie) przystępnych informacji i ciekawostek dotyczących technik szycia, dopasowywania wykrojów, osprzętu krawieckiego, materiałów, pomysłów na przeróżne ozdoby i dekoracje itp. itd. Do tego oczywiście wykroje ze szcegółowymi instrukcjami szycia.
Bardzo przydatna publikacja, dla osób stawiających pierwsze kroki w krawiectwie.
Segregator na razie przywlokłam jeden, więc pełnią tego szczęścia nie mogę się cieszyć. Jeśli wynajdę jakieś inne ciekawostki postaram się je wrzucić. O ile oczywiście będą zainteresowani ;)