Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

wtorek, 12 marca 2013

O tym jak niespodziewanie zostałam szwaczką czyli kariera mi się jak szpulka rozwija

A tak... też bym się tego nie spodziewała. Ale... spokojnie. Nie zatrudnili mnie u Armaniego. Jeszcze. U Givenchy też jeszcze nie.  No ale patrzcie... jakiś rok temu ledwo pierwszą kieckę  kleciłam a teraz... szyje zawodowo... Tu szanowni państwo w moim głosie słychać IRONIĘ. Podkreśloną wężykiem. Pewnie ciekawi jesteście cóż zatem takiego robiłam?
Po prostu z folwarku oddelegowano mnie do... szycia ochraniaczy na rury do jednej z większych rafinerii. Tak. Też bym nie uwierzyła w taką... pomysłowość względem mej niebacznej osoby (tu po raz kolejny słychać ironię), gdyby nie fakt, że przez 8 godzin siedziałam w nieogrzewanej hali i dziubałam na przemysłowej maszynie. Ambitnie. Rozwojowo. Kreatywnie. W sam raz robota dla kogoś z biura miast np. tępej sprzątaczki. Ale ok... pewnie nie miałaby potem siły na wylizywanie... podłogi do czysta. Wracając z tej kostnicy mijałam wóz policyjny. Oczyma wyobraźni widziałam jak mnie zatrzymuje, bo widzi sine trzęsące się  jak w padaczce COŚ za kierownica.  Pewnie musiałby mnie zastrzelić, bo nie byłabym w stanie otworzyć ust i wydukać nawet pół słowa taka byłam skostniała. A ciepłego samochodu nie opuściłabym  nawet pod groźbą śmierci. 

No, ale... Dla ciekawych owego szycia. Ze sztuką krawiecką miało to tyle wspólnego co dresy ze strojem wizytowym. Nie ma obrzucania, żeby się nie strzępiło. Nieważne czy prosty szew czy krzywy, prawa czy lewa strona. Byle się kupy, a raczej rury trzymało.  Mnie to akurat nie stanowi czy się popruje czy nie. Niech nawet pół europortu wyj... w powietrze. Wszelkim orłelasom to nawet życzę takich wielkich ognistych fajerwerków. Amen. Tu miast ironii można usłyszeć najczystsza formę nienawiści. Ale... rura nie jestem i nie pękam.

Z tej lekcji wyniosłam jak obsługiwać przemysłowego ankera (maszyna ma tylko ścieg prosty i wsteczny, nawet bez zygzaka, za to ilość dziur do przewleczenia nitki zasobniejsza niż w mojej zilverce), że istnieją materiały wytrzymujące temperaturę 200 stopni, że szpula nici do takiego materiału kosztuje około 700 euraczy oraz pogłębiłam swoją "sympatię inaczej" do łaskawodawców z farm zwierzęcych.


A teraz mili moi śmigam do łóżka, bo od tej szyciowej przygody minęło już kilka godzin, a mną mimo ciepłej strawy, napoju i namaczania w gorącej wodzie ciągle telepie z zimna.

21 komentarzy:

  1. ładuj się pod kołderkę i grzej kości. zapalenie oskrzeli ścina beż litości;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Załadowałam się nawet pod 2 kołderki i 2 koce :)

      Usuń
  2. Posyłam Ci (niestety tylko wirtualnie) moją malinówkę na rozgrzanie i mogę pożyczyć ale tylko na pół godzinki moją sunię - lepsza niż niejeden termofor. Pamiętaj nie wolno Ci się przeziębić, chociaż wtedy miałabyś troszkę wolnego i może byś coś "machnęła" na maszynie. Ciepłe pozdrowionka z mroźnej Polandii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, w tej boskiej firmie jak jestem chora to mi nie płacą. Jak mam wolne też nie. Za to sprzątaczce tak. Jak to kiedyś rzekł orłel są mniej i ważni pracownicy.
      Za nalewkę serdecznie dziękuję :) Raczyłam się herbatą z cytryną ( po nalewce zasnęłabym i nici z nauki) i okładami z kotki Franka :) Spałam pod 2 kołdrami, 2 kocami, w grubej piżamie, szlafroku, skarpetach i rękawiczkach :))
      Pozdrowienia z również mroźnej Holandii.

      Usuń
  3. Ogrzewanie rur to dobra rzecz. My zeszłej zimy chuchaliśmy farelkami na rury żeby woda przez nie popłynęła, bo zamarzły.

    OdpowiedzUsuń
  4. Te rury co to im ubranka szyłam to akurat do rafinerii :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy krok do szycia dla Armaniego ;)
    "kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :) Kobieta pracujaca, zadnej pracy sie nie boi :) Co do Armaniego, to coraz czesciej mysle, ze chcialabym pracowac sama dla siebie, bo drugiego takiego szefa jak Ciastko, to na pewno miec nie bede.

      Usuń
  6. Coraz bardziej zaczyna mnie fascynować Twoje praca zarobkowa!
    U mnie w domu już krążą o Tobie legendy, bo jak nie jakieś składane pudełka, to tłumaczenie sama nie wiem czego, a teraz kondomy na rafineryjne rury :)))))
    Normalnie kobieta wieloczynnościowa :))))
    Na poprawę humoru uprzejmie donoszę, że prezent dla Ciebie jest właśnie w fazie wykańczania, a wysyłać będę w następnym tygodniu, jak już wszystko pokończę.
    Grzej się zatem czym się da!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wizja tego prezentu rozgrzala mnie bardziej niz namaczanie w goracej wodzie :)
      Taaaa... kobieta wieloczynnosciowa niczym maszyna, tylko mi funkcji overlocka brakuje ;)
      Do legendy dorzuce jeszcze prace pokojowki, prace w kuchni IKEA, ciecie welny mineralnej a szyciowo - rekrutacja projektanta mody/odziezy dla firmy Holandii.

      Usuń
    2. Rany boskie, Gośka - a kiedy ty to wszystko zdążyłaś zaliczyć? CV niczym pięćdziesięcioletniej kobiety, a Ty chyba nawet trzydziestki nie skończyłaś? :))))

      Usuń
    3. Jestem kobiałką po czterdziestce i w Polsce grzecznie pracowałam ponad dekadę w jednej firmie, aż dotarło do mnie, że jak czegoś nie zmienię to walnę sobie w łeb. A potem na emigracji prace się zmienia co kilka miesięcy, albo i tygodni. W gruncie rzeczy, to każda robota czegoś mnie nauczyła.

      Usuń
    4. Kobieto szyjąca bez osobistych wycieczek mi tu proszę 50 to piękny wiek

      Usuń
  7. Czyli co, poćwiczyłaś sobie szycie ściegiem prawie prostym. Przez osiem godzin i w takich warunkach, to teraz nie masz sobie równych:) i nas teraz totalnie zdyskredytujesz jakąś boską kreacją uszytą w ciepłym domu,tak?! Nieźle to wymyśliłaś:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak! I będzie to pachworkowa suknia wieczorowa z resztek ognioodpornych materiałów :D

      Usuń
    2. A suknię nazwę "dla ciebie wskoczę nawet w ogień" :)

      Usuń
  8. Ja już byłam szwaczką na akord :( dzięki bardzoo:(((
    Nominowałam cię do Liebster Blog. Szczegóły u mnie na blogu. Jeżeli Masz czas i ochotę;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale dostałaś fuchę hahahaha Ja zaraz po szkole próbowałam szyć na akord, ale niestety szwaczka ze mnie marna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i szwaczka marna, ale KRAWCOWA dobra! :) A szkołę kończyłaś krawiecką?

      Usuń