Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

sobota, 6 sierpnia 2016

Scenki z życia holenderskiej biurwy czyli welcome in Mordor_3

Telefon.
- Melduję, że już skończyłem pracę. Może Pani wysłać kierowcę.
Bożeee... Tiesto, to ty? - myślę sobie. Po chwili wracam do rzeczywistości.
- A Pan to kto, bo się Pan nie przedstawił. Pada nazwisko. Uprzejmie informuję, że Pan ma niecałe dwa kilometry z pracy do domu, więc kierowcy wysyłać do niego nie będę. Może dojść na piechotę.
- Ale ja nie trafię - pada odpowiedź.
- Razem z Panem pracuje przynajmniej 10 osób mieszkających koło Pana. Niech Pan z nimi wróci.
Za godzinę telefon.
- Melduję, że już jestem w domu. Nie musi Pani jutro rano kierowcy wysyłać, bo trafię do pracy.
O jak miło... Limuzynę zatrzymam dla kogoś innego.


Podliczam godziny pracy w lipcu. Ponad 200. Zapłacone za 160. Idę do szefów na rozmowę z grzecznym pytaniem jak to będzie wypłacone. Najpierw się migają, że muszą pomyśleć. Mają dać odpowiedź za kilka dni. Po owych kilku dniach informują, że... nadgodzin nie zapłacą, bo nikomu nie płacą i mam je potraktować jako... inwestycję w przyszłość, siebie i rozwój firmy. Dawno się tak nie ubawiłam. Żałuję tylko, że nie nagrałam rozmowy. Byłaby hitem youtube.Co nie zmienia faktu, że nie lubię jak ktoś nie ma szacunku dla mojej inteligencji, używając nieudolnych motywacji vel manipulacji. Gdybym chciała pracować jako wolontariusz poszłabym do schroniska dla zwierząt a inwestować w siebie wolę idąc na kurs językowy lub kroju i szycia.
Ale usłyszałam, że cenią moją pracę, są ze mnie zadowoleni, cenią moje zdolności administracyjne i chcieliby żebym została w firmie jak najdłużej i nie chcieliby mnie stracić. Gryzę się w język by nie parsknąć śmiechem, bo  stają mi przed oczami brazylijskie seriale, w których Hortensjo mówi do Izaury, że nie chce jej stracić a potem idzie dymać inną niewiastę.
A potem pada pytanie:
- A jak ci się podoba praca? Jesteś z niej zadowolona? Czytaj - w pytaniu zawarta jest odpowiedź.
Mam ochotę powiedzieć, że musiałabym być chora umysłowo, żeby lubić użeranie się elementem o inteligencji pantofelka (przepraszam wszystkie organizmy jednokomórkowe jeśli poczuły się urażone), pracę za free w każdą sobotę i rozmowy z niektórymi chamskimi klientami, którzy mają zwyczaj mówić o nas "kut" w wolnym tłumaczeniu "głupia pizda". Ale znowu gryzę się w język. Auuuć... I mówię:
- Pracuję dla pieniędzy. To nie jest hobby ani praca moich marzeń.
Konsternacja. Oj, nie tego się spodziewali.
- Ale mamy nadzieję, że nie szukasz innej pracy.
Znowu gryzę się w język i odpowiadam.
- Jak Michael Kors zadzwoni, to nie odmówię.
- Kto to jest Michael Kors?
 Język mi już puchnie, bo znowu się w niego ugryzłam.
- Projektant.
- Chcesz być projektantem?
- Nie, rekruterem.
- Ale tylko Michael Kors?
Zabawę mimo pogryzionego jęzora mam coraz lepszą, więc mówię:
- Nooo... jak Dior zadzwoni albo Balanciaga to też nie odmówię. Nie dodaję, że obaj nie żyją.
Konsternacja.
Dla zatkania i ułagodzenia dostaję wolną sobotę. Pierwszą od dwóch miechów. Jak miło.
Czy czuję się zmotywowana? Oczywiście. Do szukania innej pracy.



13 komentarzy:

  1. Fajnie, że twardo stąpasz po ziemi i nie dajesz "pluć sobie w brodę". Jesteś super silną kobitką i to mi się w Tobie podoba.

    Życzę Ci aby zadzwonił do Ciebie sam Michael Kors.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twardo stąpam po ziemi. Michael Kors nie zadzwoni :) Ale może zadzwoni ktoś, kto nie traktuje białego człowieka jak taniej a czasami i darmowej siły roboczej.

      Usuń
    2. Życzę Ci tego z całego serca.

      Usuń
    3. Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć :)

      Usuń
  2. Serio, no macki opadają... :-/ mam nadzieję, że zadzwoni jakiś Majkel, co to wie, że za pracę należy płacić, uczciwie.
    uściski i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać tradycja niewolniczej pracy w Holandii trwa.

      Usuń
  3. Ciekawe, czy ci mądrzy panowie chcieliby pracować za część należnej wypłaty, ale co to jest 40 godzin! Bezczelność to za słabe słowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. 40 godzin, to żadna inwestycja ;)

      Usuń
  4. Lo, matulu, zupelnie jak u mnie. Wszedzie wyzyskiwacze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewolnictwo niejedną ma twarz ;)

      Usuń
  5. Rany, i to tak bez skrępowania powiedzą Ci w twarz, że Cię wykorzystują... I pewno do głowy im nie przyjdzie, że może być w tym coś niewłaściwego...

    Trzymam kciuki za poszukiwania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro do tej pory wszyscy akceptowali takie warunki i traktowanie, to pewnie uważają to za normalne. Zresztą, to nie jest wykorzystywanie. To... możliwość rozwoju ;))

      Usuń
    2. Ja tam zawsze miałam lewicujące poglądy, więc gdy takie coś czytam, widzę, słyszę, to mnie coś trafia :/ Nawet Einstein twierdził, że kapitalizm to źródło prawdziwego zła. Tylko gdzieś w tym wszystkim trzeba wywalczyć spokojne miejsce dla siebie.

      Usuń