Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

niedziela, 24 lipca 2016

Scenki z życia holenderskiej biurwy czyli welcome in Mordor_2

Telefon.
Facet pyta o swój adres. Już mnie to nie dziwi. Sprawdzam, zaczynam podawać, a ten mi na to, żebym to policjantowi powiedziała, bo go zatrzymali. Też mnie to nie dziwi. Podaję miłemu policjantowi adres niemiłego pracownika. Przedstawiciel władzy pyta czy mogę tłumaczyć. Zaczyna się jak w amerykańskim filmie od informacji, że typ na pytanie odpowiadać nie musi i może skontaktować się z adwokatem. Zabił kogoś - myślę sobie. Też mnie to nie dziwi. Okazuje się, że TYLKO skalał się polską cechą narodową czyli popijaniem sobie pifka w miejscu publicznym. Zupełnie mnie to nie dziwi.


Podchodzę do okienka, gdzie czeka interesantka.
- Nu, ja nie połucziła sms-ku..... - zaczyna niewiasta świecąc złotymi zębami. Nie próbuję zrozumieć co ma dalej do powiedzenia. Pytam czy mówi po angielsku, holendersku ewentualnie po polsku, bo ja po rosyjsku nie mówię. Głaza jej się rozrzeszają podobnie jak otwarta złotozębna paszcza. W końcu wzrusza ramionami i idzie precz. I dobrze.


Telefon.
- Proszę Pani, ja już od godziny jeżdżę i nie wiem jak dojechać do domu!!!
- A gdzie Pani jest?
- Nie wiem.
- Przykro mi, ale nie jestem nawigacją satelitarną i Pani nie pomogę.

Telefon.
- Dzień dobry, ja jutro jadę do firmy X i jestem kierowcą. Czy ktoś ze mną pojedzie? Bo mam nawigację, ale nie wiem czy trafię.
Żesz kuźwa brzmi jak humor z zeszytów szkolnych?


Kandydat do pracy. Dostaje stosowny formularz, kseruję jego dokumenty. Sprawdzam wypełniony druk. Brak maila, telefonu, adresu.
- Może Pan wpisać maila? Informacje o wypłatach wysyłamy tylko mailem.
- Nie mam.
- Brakuje numeru konta bankowego. Nie wypłacamy gotówki, tylko przelewy.
- Nie mam.
- Proszę też wpisać numer telefonu.
- Nie mam.  Sprzedałem, żeby wyjechać do Holandii.
- Gdzie Pan mieszka?
- Nigdzie. Kolega mnie wystawił.
Może powinnam mu wierzyć. Może powinnam mieć choć trochę empatii. Może mówi prawdę, a może sprzedał telefon, żeby mieć na działkę. Kierowanie się empatią do tej pory sprowadzało tylko problemy. Nie ma już we mnie empatii. Tylko czemu przez kolejne dni zastanawiam się, co z tym człowiekiem się dzieje? Niech to wszystko szlag trafi.

8 komentarzy:

  1. Ale tym interesantom też brakuje empatii, nie czują, że niektórych procedur nie da się ominąć, próbują na wydrę, żeby tylko swoje wykaczorować.
    ...Najpierw to się uśmiałam, po chwili jednak przemknęło mi przez myśl, że nerwy to Ty musisz mieć mocne:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet stalowe liny kiedyś pękają :)

      Usuń
  2. Tez bym się zastanawiała co się z nim dzieje ale pewnie prześpi w aucie jakiś czas i jak go policja nie nakryje to sobie poradzi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile ma auto. Staram się resetować i nie martwić cudzymi problemami.

      Usuń
  3. W Holandii dużo takich przypadków jest wśród rodaków niestety. Kiedyś miałam telefon dzwoni przyjaciółka, że wraca z pracy z jakimiś koleżankami itp. którzy nie mają kasy, auto zepsute i nie mają na benzynę. Pojechałam tylko dlatego, że przyjaciółka była w potrzebie, zatankowałam obcym ludziom auto i jeszcze się dziwili, że mają mi oddać za paliwo :/ Powiedziałam jej aby nigdy przenigdy nie wsiadała do auto, gdzie kierowcy nie pewni i auto również, myślała, że będzie wcześniej w domu ... życie ją nauczyło, że nie warto jechać z kimś obcym. Ojj dużo by opowiadać na emigracji w NL - wytrwałości tam życzę i cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że takich przypadków jest mnóstwo i książkę by można napisać. Nie wiem skąd się bierze ta tępota i postawa roszczeniowa u przyjeżdżających polaków.

      Usuń
  4. O rety, ale kabaret :) I cóż za siła spokoju!!!

    A co do postaw roszczeniowych, to są one równie powszechne w starym kraju... Mam swoje teorie na ten temat, ale że nie są one dla narodu zbyt pochlebne, to zachowam je dla siebie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się swoimi przemyśleniami, może uda mi się choć trochę zrozumieć element, który tu przyjeżdża.
      A spokój ulata ze mnie jako powietrze z przekłutego balonu.

      Usuń