Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

sobota, 24 sierpnia 2013

Gdzie byłam jak mnie nie było... Deus ex machina.

Moje drogie koleżanki,
wróciłam. Nie wiem na jak długo, ale...   W sumie do tego posta natchnęła mnie Ewa, zaskakując faktem, że mimo iż w wirtualnym świecie mnie nie ma, to jednak  ktoś o mnie pamięta, ba nawet przysyła mi w te dalekie wiatrakowe kraje materiał niespodziankę. Wzruszyłam się do łez. Bardzo, bardzo dziękuję! Nad wykorzystaniem materiału muszę pogłówkować.

Nigdy nie byłam milusią kobietką. Nie byłam. Nie jestem. Nie będę.  Jeśli ktoś szuka bloga wolnego od złośliwości i szarości, to niech tu lepiej nie zagląda.  U mnie ani baranek nie truchta, ani motylek nie lata... Nie wiem czy ten blogo-świat to miejsce dla mnie. Nie jestem nawet pewna czy świat w ogóle jest dla mnie.
Do pisania postów, komentarzy,  a nawet, do czytania innych blogów po prostu nie miałam siły. Szczerze mówiąc, nie mam siły nawet, żeby sobie walnąć w łeb. Życie nie jest siłą. To po prostu inercja.
W folwarku przyszło nowe, a może raczej rozpanoszyło się stare. Czytaj przyjęli jakiegoś przydupasa vel innego ziomala pani managjer. Najpierw przydzielili mu pokój przeznaczony dla mnie, a którego od roku nie mogli jakoś skończyć i uporządkować, więc "mieszkałam sobie" w blaszaku (kostnica zimą, sahara latem). Potem dali mu mój komputer mnie obdarzając jakimś małym gównem, rzekomo szybszym, a na koniec montując to gówno spytali czy jestem szczęśliwa. Jasne... Jako lilija wodna na pustyni.
Bez dowodów na mobbing  nazwijmy to - wolnoć Orłelu w twoim burdelu.


Finalnie....  Po moim akcie OBRZYDLIWEJ NIESUBORDYNACJI Orłel (za mocną inspiracją pani managjer nimfomanki) wyrzucił mnie z pracy. I tu zapytacie zapewne jak wszyscy - COŚ TY TAKIEGO ZROBIŁA?????
No cóż...
- nie wysadziłam tego burdelu w powietrze,
- nie przywaliłam pani managjer w tępy ryj, a nawet nie powiedziałam jej, że ma tłustą dupę (tego do końca życia będę żałować),
- nie otrułam jej głupich kundli srających, gdzie popadnie,
- nie poleciłam szefuniowi najskuteczniejszej diety odchudzającej "nie wpierdalaj tyle", bo już w pasie masz więcej niż wzrostu,
- nie rozwaliłam służbowego samochodu jadąc po pijaku pół goła,
- nie spowodowałam rozległych strat finansowych jak to czyni regularnie węgierski pracownik (notabene osobisty narzeczony naszej najlepiej opłacanej holenderskiej sprzątaczki),
- nie piłam w czasie pracy, ba... do roboty przychodziłam trzeźwa jako ta orłelowska świnia,
- nie przekazałam informacji konkurencji,
- ani nie zdefraudowałam niczego.
No więc znowu słyszę pytanie... TO COŚ TY KURWA IM ZROBIŁA, ŻE CIĘ WYWALILI Z DNIA NA DZIEŃ?

Dobrze, przyznam się...
Odmówiłam sprzątania kibli.

Potraktowali mnie jak kryminalistkę. Wystawili papierek, że odmówiłam wykonywania obowiązków (serio, serio...) i do końca dnia omijali szerokim łukiem jak bohatera Slumdoga, który wskoczył do szamba.
Nie jest hańbą sprzątać. Sprzątałam biura, hotele, mieszkania. Hańbą dać się traktować jak pies.
Nie. Przepraszam.  Psy pani managjer mają w tej firmie własną kanapę i klimatyzowane pomieszczenie!  Hańbą jest sprzątać, a potem z wywieszonym językiem "obrabiać" swoje papiery. Sprawdzać umowy czy szukać nowych pracowników... (taaaa... prawie stręczycielstwo).
Hańbą jest godzić się na robienie wszystkiego co każą, ze świadomością, że niedouczona sprzątaczka ma dużo lepsze warunki, czytaj: pracuje 2 godziny dziennie, a pensji ma 1700E brutto.  I tylko mi nie mówcie, że to niemożliwe!

Morał tej historii. Szefunio po raz pierwszy pokazał jaja. Co prawda ob/ciągnięte przez panią managjer.  A pani managjer musiała chwycić  za mopa i wyczyścić kible sama. Wreszcie odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.  BEZCENNE.

Więc najpierw huragany nerwów w folwarku u Orłela, a teraz strach, przerażenie i panika co będzie i jak sobie dam radę, bo żaden narzeczony, mąż czy inny przydupas rachunków mi nie zapłaci. Nerwówka przy rozmowach kwalifikacyjnych. Niepewność i czekanie po każdej z takich rozmów. Rozmowy w stylu: jesteśmy pod wrażeniem pani cv, oddzwonimy. A potem cisza. Zaciskanie zębów. Zaciskanie pięści. Chujnia z patatajnią.
A nawet myśli absurdalne, że może trzeba było posprzątać te pierdolone kible. Ciąć żyły w domu, pluć w lustro, ale mieć pracę!  Pomysł głupi, bo eskalacja żądań by rosła i następnym razem nimfo-managjer kazałaby mi wywieźć szambo, kopać rowy albo usuwać azbest. 
Kto był bez pracy ten wie jaka to frajda. Szczęśliwe kury domowe siedzące w domu i czekające, aż chłop im w zębach kasę dostarczy. A raczej... szczęśliwe kurwy domowe, które wychodzą do biura i bawią się w managjerów.



No dobra. Deus ex machina.  Zmiana nastroju. 
Żeby nie było, że jak mnie nie było, to nic nie robiłam,  prezentuję dorobek z tej otchłani niebytu. Głównie polegający na wyczyszczaniu resztek materiałów, poprawkach, przeróbkach. W rolach głównych występują:

1. Spódnica i bluzko-gorset przerobione ze starych spodni. Gorset model 123 Burda 1/2012. Spódnica - kompozycja własna.
Jak widać na załączonym obrazku pokrętła Loli bardzo ładnie się odznaczają. Ja pokręteł nie mam. Jeszcze.
2. Spódniczka w pepitkę wykombinowana z resztek materiału, z którego powstała bluzka z baskinką. Tu wykazałam się oszczędnością godną przodownika pracy, bo materiał wykorzystałam do cna. Zostały dosłownie kilkucentymetrowe skraweczki :)
Spódniczka w towarzystwie ww. gorsecika oraz pod czujną obserwacją Franka. Spódnica - kompozycja własna.
Z braku materiału dół wykończony czarną wstążką. Podszyty ręcznie.
3. Torebka z resztek wełny po Szarówce w marcu. Torebce do ideału daleko, ale  to moja pierworodna, więc czepiać się nie będę. Dla potrzeb marketingu nazwijmy ją "torebka-zając" - mała, szara, z dużymi uszami :) Uszy planuję skrócić, żeby torebka nabrała wyglądu "mała, fikuśna, do rączki". Sorrrry zając, twarde prawa rynku.  Torebka uszyta wg książki "Uszyj w jedno popołudnie".
W ramach pierwszej zamiany zająca na wersję wizytową pojawił się materiałowy kwiatek.

4. Hurtowa ilość chusteczników stworzona nie wiem po co. Chyba w  ramach zużywania resztek materiałów w opcji "co by się nic nie zmarnowało".

5. Hurtowa ilość zwężanych ciuchów, które hurtowo rozwlekły się  w praniu ;)

6. I na koniec - spódnica model 105  Burda 9/2013. Tu dla rozeznania zdjęcie z Burdy:

Szyło się lekko, łatwo i przyjemnie. Wszelkie envelopki bardzo lubię, wiec spódniczka wyjątkowo mi pasuje. Model polecam. A tu moje wydanie.
Założę się, że nikt nie uwierzy, że spódnica była prasowana. Ubieranie Loli wydaje mi się gorsze od przyodziewania dziecka. Myślę nad postem "zrozumieć manekina" ;)


W kolejnych odsłonach - retro Butterick. 

Tyle słów świętych na dzień dzisiejszy. Jest ktoś kto dotrwał do końca?


37 komentarzy:

  1. MagIkczku ja bardzo cieszę się, że znowu tu jesteś :-) Stęskniłam się za Tobą :-) Trzymam kciuki, żebyś szybko nową pracę znalazła!
    Uszytki co jedna to lepsza :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczne dzięki! Kolejne uszytki czekają w kolejce do prezentacji ;)

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że szybko znajdziesz jakąś normalną pracę. Ściskam mocno i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki. Też miło Cię znowu widzieć.

      Usuń
  3. Mam nadzieje, że się wszystko Ci ułoży tak jak chcesz :):) Właśnie wykroiłam tą ostatnią spódnice, ale szyć mi się odechciało :) Myślałam że ten rozpierdak bardziej wycięty jest. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję.
      A rozpierdak jest wycięty czego na moim manekinie nie widać. Może spróbuję cyknąć jakąś fotkę na sobie.

      Usuń
    2. Jak będzie za mały to go powiększy, ale mile widziana fotka:)

      Usuń
  4. Ja dotrwalam, Twoja cicha wielbicielka, bardzo mi brakowalo Ciebie twoich postow-.Z jednej strony cieszylam sie czytajac Twoje slowa, bo wreszcie jestes a z drugiej strony skora mi cierpla po tym co czytalam.Szkoda ze nie mam Twojego adresu, bo wyslalabym Ci rowniez jakies prezenty-materialowe.Na ta spodniczke tez sie przymierzam.
    posylam uscisski...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo co Ci dziękuję. To ja wolę, żebyś wpadła kiedyś na kawę, jeśli będziesz w holenderskiej okolicy :)
      Spódniczkę polecam.

      Usuń
  5. W końcu dałaś znak życia.Już się martwiłam, co z Tobą.
    Życzę dobrej pracy jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, choć pewnie nie powinnam, żeby nie zapeszać :)

      Usuń
  6. tę spódnicę też mam zamiar uszyć, fajna jest i Tobie też wyszła świetnie :)
    a praca się znajdzie, ktoś przecież musi zapieprzać na managierów;) Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Spódnicę polecam, bo szyje się szybko, a jest efektowna.
      Co do managjerów, to oczywiście masz rację ;)

      Usuń
  7. Powodzenia w poszukiwaniu pracy. A ciuszki super. Widzę, że lubisz mega kobiecy styl. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Fakt, bardzo lubię takie ciuchy.

      Usuń
  8. Ba! nie dość, że dotrwałam do końca to jeszcze przeczytałam jednym tchem. Współczuję Ci sytuacji, w której się znalazłaś, ale...ile byś jeszcze dała radę? Może to dobrze, że Cię wywalili? Czy gdzieś indziej miałabyś gorzej? I rozumiem Twoje uczucia związane z poszukiwaniem pracy - też jestem na zakręcie. Tu gdzie jestem - nie chcę być, choć marnie płacą to pensja stała, ale stresu też jest co niemiara i chcę to rzucić w diabły. Niestety, w moim mieście nie ma zbyt wielu odpowiednich ofert, więc...zostaje mi tylko zmiana miejsca zamieszkania i zapewne wyjazd do 'stolycy', co mi się aż tak nie usmiecha... I też się boję, czy mnie jeszcze ktoś do pracy zechce przyjąć... ech... nic, tylko sobie w łeb palnąc. Ale na to też ani siły, ani odwagi (jeszcze) nie mam... Niemniej jednak - pozdrawiam i łączę się w bolu i trudzie uczestniczenia w procesach rekrutacyjnych ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej ;) Z Orłelowiska i tak miałam uciec, bo źle się tam dzieje i źle ludzi traktują, ale zostać z niczym z dnia na dzień fajne nie jest. Spoko. Dam radę. Coś wymyślę. Również pozdrawiam i życzę powodzenia w Twoich życiowych zmianach!

      Usuń
  9. No ja bidula sama, samiuteńka i układ spiskujący przeciw mnie. Sposób opowiadania jak u nastolatki. Im bardziej będę wulgarna tym lepiej. A co, taka ze mnie twardzielka co to najlepiej rzuca "mięsem słownym". Morał chyba taki, że za bardzo byłam skoncentrowana na tym kto z kim i dlaczego. Nie zorientowałam się, że wszystko brnie w złym kierunku i szybciutko trzeba myśleć o zmianie pracy. A tak skrzywdzili i papiery zapaskudzili jeszcze. Hańba, hańba wszystkim którzy z fakultetami (czasem dwoma, trzema) pracują w Polsce za dużo gorszą stawkę godzinową niż sprzątaczka w Holandii. Hańba!! Obraźmy się wszyscy. Poobrażajmy przy tym wszystkich. A co? Kto nam zabroni?
    Trzymam kciuki za znalezienie nowej, fajnej pracy.
    pozdrawiam
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziała kura domowe vel inna pani managjer :D

      Usuń
  10. Wszyscy się stęsknili a Ty co?? Ładnie tak oswoić a później nie dawać znaku ??:-):-) Cieszę się ,że znów jesteś. Uwielbiam czytać Twoje posty i proszę nie rób tego więcej :-) Wszystko się ułoży. Życie to sinusoida zdarzeń ale trzeba być optymistą i wtedy jest łatwiej.Uwielbiam spódniczki ołówkowe:-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że ktoś tęskni :)
      Wiem, że się ułoży. Tak czy inaczej.

      Usuń
  11. Pewnie że doczytałam do końca. W takim okresie letnim jak kogos nie ma to pewnie urlop a ty zamiast urlopu miałaś niezłą jazdę ale powiem że zazdroszczę i czekam na dzień kiedy moja bos mochina przesadzi i układam sobie powoli w myślach przemówienie hehe. Co nie zabije to wzmocni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdrościć nie ma czego. Po folwarku płakać nie zamierzam, żałuję jedynie, że nie zdążyłam zwolnić się wcześniej.
      Co Cię nie zabije zrobi z Ciebie wredną sukę ;)

      Usuń
  12. no ładne kwiatki, zawsze u Ciebie napięcie w postach było na wysokim poziomie ale dziś - no zenit jak nic . Trzymam kciuki za stronę zawodową! A reszta fajna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Fajnie, że reszta się podoba.
      Mam nadzieję, że to zenit i potem będzie już nuda jak w polskim filmie ;)

      Usuń
  13. U mnie porządny obsuw w czytaniu blogów - znowu. Właśnie się byczę przy necie a mój ziomuś maluje sufit w pokoju młodej, ciekawe kiedy sobie o mnie przypomni:D Cieszę się, że zebrałaś siły, żeby coś napisać na blogu! Bardzo! Myślę, że nic nie dzieje się bez przyczyny i to zwolnienie z roboty tylko cię wzmocni. Chociaż teraz na pewno masz ciężko. Dobrze zrobiłaś, nie jesteś szmatą. U nas ostatnio głośno jest o stażystach do parzenia kawy, kserowania i niszczenia dokumentów. Takie drobne rozminięcie się z obowiązkami zawodowymi, ale co tam:)

    Gorsetu ci zazdroszczę! Jest ekstra!!! A torebce przyda się skrócenie uszu i będzie super, właśnie mała i fikuśna:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorsecik prosty jak konstrukcja szpadla :) A torebce faktycznie przytniemy uszu ;)

      Szczerze mówiąc, to już mam trochę dosyć tego wzmacniania. Jak tak dalej pójdzie to będę kobietą ze stali, marmuru względnie innym pomnikiem ;) A mimo wszystko wolę być żywym organem :)

      Usuń
    2. Dasz radę i tyle. Trzymam za ciebie kciuki! No i fajnie, że jesteś, urozmaicasz blogosferę:)

      Usuń
  14. No dzięki :) Po takich komentarzach, to żaden Orłel mi nie straszny!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze znów Cię widzieć. I dobrze, że jesteś bez TEJ pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilowo jestem bez żadnej ;)

      Usuń
    2. Ale dzięki temu jesteś na blogu. Moja mama zwolniona z korporacji po 18 latach przyjęła w tej samej korporacji umowę na zastępstwo za koleżankę na macierzyńskim i zaprzestała poszukiwań. Nie ma co bać się zmian na lepsze. Mojego Męża w zeszłym czerwcu też wylali i dzięki temu był wolny gdy trafił się grant. Teraz ma wymarzoną pracę, jest naukowcem i może pracować siedząc półgoły pod drzewem i myśląc:) Nie mamy pewności, czy na przyszły rok będzie dochód, ale jest dobrze.

      Usuń
    3. Jak to mówią, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. A u Orłela i tak pracować nie chciałam. Zniesmaczające jest jedynie ich podejście do ludzi. Ale to też kiedyś im się odbije czkawką.

      Usuń
  16. Ja do końca dotarłam ... Ups! Mam nadzieję, że jak się trochę wylało, to teraz lżej! Pewnie i tak, bo wróciłaś, z czego się ogromnie cieszę :) Miło będzie znowu poczytać coś mniej budyniowego :))) A uszytki, wiadomo świetne. Czekam na post "zrozumieć manekina" i trzymam kciuki w kwestiach zawodowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uszytkom do świetności daleko, ale bardzo dziękuję.
      Budyniowo to u mnie nigdy nie będzie. To macie jak w szwajcarskim banku :)

      Usuń
  17. Fajnie że wróciłaś :) Wpadłam kiedyś przypadkiem, i tak zostałam. Żałowałam bardzo, że zamknęłaś bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. Przyznaję, że Cię nie kojarzę, ale zaraz się poprawię ;)

      Usuń