Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

niedziela, 25 czerwca 2017

Oj szalały, szalały czyli Noc Kupały

Tak na prawdę Noc Świętojańska jest z 23 na 24 czerwca. Jednak każdy dzień na świetną zabawę i okazję do spotkania ze znajomymi jest dobry, a sobotnia impreza zaczęła się w sumie już przed imprezą :)
K. thanks again for this beautiful flowers!


Organizator tego spotkania PNKV (polsko - holenderskie stowarzyszenie kulturalne) zadbał o różnorodne atrakcje. Nad obsługą imprezy dzielnie czuwali pracownicy i wolontariusze z Grupy ANIKA Team. Graficzną oprawę oraz poniższe plakaty przygotowała firma 048 Design czyli najlepsi branderzy - Weronika i Wojtek. Weronika prowadziła również warsztaty wicia wianków. 



Mimo typowo holenderskiej pogody impreza była bardzo udana.  Były atrakcje dla dzieci - tańce, zabawy, malowanie twarzy. Mieszczuchy mogły zobaczyć śliczne króliki w klatkach, krowy pasące się na łące, a nawet przejechać się na koniu. Była polska kuchnia czyli bigos, polskie kiełbaski z grilla, ogórki kiszone oraz... a jakże polskie piwo :)
Była loteria, na której wygrałam możliwość zorganizowania przyjęcia. Niestety nie udało mi się wygrać głównej nagrody, którą był typowy strój góralski :) Śmiechu przy tym było co nie miara, bo znajomi czekali na wylosowanie mojego numeru z równym przejęciem co ja, zamierając, gdy do wygrania była książka o kanonizacji kogoś tam (nie, nie, nie chcę!), zestaw dla babci (o jezuuuu tylko nie to), albo dziadka (o jezuuu jeszcze gorzej) i trzymając kciuki, gdy pojawiały się wartościowe nagrody.
Było również szukanie kwiatu lotosu... eeee... znaczy się kwiatu paproci.  Niezorientowanym tłumaczę. W filmiku promującym imprezę Wojtek przejęzyczył się i wspomniał o szukaniu kwiatu lotosu miast paproci. Była to zabawna pomyłka, która tak zakodowała się uczestnikom, że w przyszłym roku pewnie już nikt nie pomyśli nawet o paprociach. Jak to powiedziała Weronika, tak tworzą się nowe tradycje.

Największą jednak popularnością cieszyły się warsztaty z wicia wianków oraz wszelkie propozycje związane z tradycją nocy świętojańskiej.

Mój wianek samoróbek.

Weronika w akcji. Podziwiałam jej cierpliwość do panowania nad gorączką i desperacją kobiet przy wiciu wianków.

Tu ciąg dalszy moich działań z TEGO posta. Znowu mogłam kogoś zamknąć niczym ta zła Baba Jaga :)


Ognisko i pieczenie kiełbasek. 

Mimo parszywej holenderskiej pogody bawiłam się fantastycznie. Spotkałam dawno niewidzianych znajomych, poznałam nowych cudownych ludzi pełnych życia i pasji, nawiązałam kontakty, które kto wie, może zaowocują w przyszłości.
Działo się tyle, że pewnie i tak o połowie rzeczy nie napisałam.
Był też element zaskoczenia, bo kiedy stawiałam tarota znajomym przyszła organizatorka i powiedziała, że jeśli chcę mogę to robić oficjalnie za kasę, odpalając rzecz jasna część dochodu do fundacji. Przyznam, że na takie coś nie byłam jeszcze gotowa. Ale kto wie co będzie za rok? Może wystąpię jako czarownica Mag Ik? ;)






Zdjęcie z panem Magiem, który odprawiał rytuały ognia, a nieco później zaskoczył mnie niespodziewanie wręczając mi ogrodową pochodnię z cudnie pachnącą czerwoną świecą i słowami: Niech Ci rozświetli mrok. Wczorajszej nocy co prawda mi nie rozświetliła, bo mimo zasłaniania jej własnymi ciałami była gaszona przez deszcz i ogień. Udało się ją zapalić dopiero w zaciszu domowego ogrodu.
Cóż.... jeśli nieznany mężczyzna wręcza Ci pochodnię... to musi być znak ;) Tylko jeszcze nie wiem jaki :)


Tu Świtezianki w rytualnym tańcu oplatania późniejszej pochodni. Do tych pląsów intonowana była oryginalna pieśń bułgarska. W zaćmieniu umysłu i skoncentrowaniu na akcji nie zrobiłam żadnych filmików.



No i wreszcie... Coś na co wszyscy, lub prawie wszyscy czekali - rzucanie wianków na wodę. Przewidując, że z powodu wiatru panowie z łódek łowić wianków nie będą, obawiając się straty mojego cudnie uplecionego nakrycia głowy zdecydowałam się nie wrzucać go do wody, jeno zachować na pamiątkę.

Znalazł się śmiałek, który nie bacząc na panujący chłód rzucił się do wody, by wyłowić wianek swojej ukochanej. It must be love... love... love. Albo za dużo piwa ;)))
Zabawna scenka odegrała się chwilę później, kiedy kolejny pan, połechtany podziwem w oczach kobiet zbierał się do skoku do wody. Jego zapędy, bardziej niż zimna woda ostudziła wybranka rzucając:
- Jurek, nie wygłupiaj się. Ja ci dam i bez wianka.
Ot, polski klimat :)

Panie śpiewające przy ognisku i namolny fotograf, który tak zirytował jedną z nich, że zastanawiałam się czy nie dojdzie do rękoczynów. Dziarska staruszka. Widać, że ma słowiańską krew :)

Niech i Franek ma coś z nocy Kupały. W końcu też jest kobietą.

6 komentarzy:

  1. Niech Ci rozświetla! ♥
    Szczęścia Dziewczyno! Szczęście to podstawa :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! I wzajemnie! Szczęścia i światła nigdy dość :D

      Usuń
  2. Ojej, brzmi jak naprawdę super zabawa! Zazdroszczę :) Zdarzyło mi się kiedyś w czasach studenckich uwić z koleżankami kwietne wianki i spacerować w nich po pewnej małej mieścinie - reakcje napotykanych mężczyzn były naprawdę zabawne.
    Piękne słowa pana Maga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabawa była przednia. Pn Mag, jego słowa, pochodnia, ta noc - wszystko było magiczne. Zaskoczył mnie tak bardzo, że nawet nie wiem czy mu podziękowałam. A potem zniknął...

      Usuń
  3. Świetna impreza. Szkoda, ze w Polsce tak mało jest takich imprez. Widzę, ze dobrze się bawiłaś. Cieszę się z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda bawiłam się świetnie. Może właśnie tu bardziej tęskni się za takimi oznakami polskości i tradycji.

      Usuń